poniedziałek, 4 maja 2015

Don't Walk Away 7


Hej! Jestem załamany po spotkaniu z ciocią po pierwsze co zrobiła to
potarmosiła mnie po policzku i powiedziała" Jak tyś wyrósł słońce". Przy wszystkim była moja dziewczyna. Spaliłem buraka, no, ale taką mam rodzinę. Nie zanudzam i zapraszam na kolejną część Don't Walk Away:)
P.S Do notki daje ukochaną piosenkę mojej dziewczyny, chociaż w ogóle nie pasuje no może, do końcówki.



             -------------------------------------------------------------------------------------------
"Przy­jaźń jest niewątpli­wie naj­sku­teczniej­szym le­kiem na cier­pienia za­wie­dzo­nej miłości."

- Nibylandia się wita- rzuciłam wesoło. Spojrzałam na Michaela, który zachichotał. Maddy zaś miała szeroko otwarte usta, i co chwila dało się usłyszeć. " Wow".
- Może zwiedzimy Nibylandię a nie tak będziemy stali?- Zaproponował Mike. Maddy pokiwała głową, Nie byłam zaskoczona, że mała tak zareagowała. To miejsce z dnia na dzień jest piękniejsze.
" Tak jak jego właściciel"- zerknęłam na Michael i zaśmiałam się pod nosem. Mówi się, że na złamane serce dobra jest nowa miłość. Albo, że przyjaźń damsko- męska nie istnieje, ja i Mike jesteśmy najlepszym dowodem, że to tylko gadanie. I przyjaźń damsko-męska naprawdę jest.
- Rose- ocknęłam się i spojrzałam na uśmiechniętego Michaela- Wiem, że podobam sie dziewczyną, ale nie musisz, się tak na mnie gapić.
Spuściłam głowę, czując jak sie rumienię.
- Nie gapiłam.
- Ta jasne- miałam ochotę mu przywalić w łeb. Założyłam jednak ręce na klatce piersiowej i grzecznie za nimi powędrowałam. " Wcale nie jest przystojny".
Usłyszałam w głowie cichy śmiech. " Owszem, jest".
- Wujek- do Michaela podbiegł mały chłopiec, po czym rzucił mu się na szyję. No dobra aż taki mały nie był.- Wujku, kto to?- Zapytał nieśmiało wskazując na Maddy.
- To słodka księżniczka.
- Moja księżniczka. Jestem Taj- mruknął uśmiechając się szeroko. Przewróciłam oczami. Czy nawet on musi flirtować? „ Wujek go nauczył". Michael spojrzał na mnie, po czym wyszeptał coś po cichu do Taja. Ten pokiwał głową, złapał Maddy za rękę i wbiegli do domu. Następnie Michael podszedł do mnie z uśmiechem.
- Co taka nadąsana jesteś.
- Nie jestem nadąsana.
- Rose, o co chodzi?- Zapytał skołowany.
- Musiałeś mi dogadać przy małej.
- Jezu.. Rose nie trzeba było myśleć o niebieskich obłokach.
- Następnym razem to zapamiętam- mruknęłam.
- Rose, o co znów ci chodzi? Obrażasz się o byle, co.
- No i dobrze. Mam zły humor. Już w samochodzie zacząłeś. Zachowujesz się jak..- Nie dokończyłam. Nie miałam ochoty się z nim kłócić.
- No, jak kto?- Zapytał zirytowany.
- Nie ważne. Nie chce sie kłócić.
- sama zaczęłaś,
- Przecież wiem- warknęłam, po czym przysiadłam na schodkach. Michael usiadł obok mnie i wyszeptał:
- Hej Różyczko, co sie dzieje? - Spojrzałam na niego i wzruszyłam ramionami.
- Po prostu jestem na maxa wkurzona- odparłam.- Przepraszam. 
- Nie przepraszaj. Jesteś doprawdy przesłodka, gdy się denerwujesz, ale wolę jak sie uśmiechasz- zaśmiałam się.- Chodź do dzieciaków.
- Okej.. A co u ciebie i Brooke?
- Nic. Co ma być?
- Myślałam.
- Skończyłem z nią raz na zawsze.
- Oh... I Jak Maddy podoba ci się?- Zapytałam, gdy zobaczyłam Maddy, z Tajem w kuchni.
- Fajnie, idziemy sie bawić?- Zapytała.
- To zależy od tego pana- brodą wskazałam na Michaela.
- Ty nie zasłużyłaś.
- No wiesz ty, co.
- No, co?- Uśmiechnął się. Zaczęłam go gilgotać, lecz Obią mnie przycisnął mi ręce do pasa, tak, ze nie umiałam nimi ruszyć.
- I co teraz?- Zapytał z drwiącym uśmiechem.
- Będę płakać. Zabroniłeś mi się bawić.
- Nie jesteś za duża.
- Powiedział stary dziadek.
- Ja starym dziadkiem? 
- Nie ten obok- przeniosłam wzrok na dzieci, które dusiły się ze śmiechu. - Dobra idziemy.
- To ja będę decydował, kiedy pójdziemy.
- I kto się obraża.
- Nazwałaś mnie starym dziadkiem.
Przybliżyłam twarz do jego ucha i wyszeptałam:
- Wyjątkowo przystojnym-, po czym pocałowałam go w policzek. Michael mnie puścił, i oparł się szafkę- Odpłaciłam swoje grzechy.
- Nie do końca.
- Matko, Maddy powiedz mu coś, bo nie mam siły- usiadłam na kanapie.
- Choć my się bawić.
- Tak chodźmy.
****
Kara na to, że nie mogłam się bawić na prawdę obowiązywała. Michael tego dopiłował. Powiedział, że dopóki go nie przeproszę to będę musiała siedzieć sama. A ani mi się śni go przepraszać. Co tam pójdę do Wesołego Miasteczka, i sie wybawię.
" Ale tam nie ma Piotrusia"
" Piotrusia, który zdążył zadziałać mi na nerwy"


- Co nadal się obrażamy?- Usłyszałam jego melodyjny głos.
Odwróciłam głowę i mruknęłam:
- Tak, bo jesteś wyjątkowo irytującym właścicielem.
- Ale nie jestem obrażalski.
- Jesteś arogancki. Zachowujesz się jak świnia, a ja na takie zachowanie ci nie pozwolę.
- Tak a co zrobisz.
- Nie wiem, musze przemyśleć wszystkie możliwości.
- Będziesz mieć trochę mało czasu- zachichotał. Spojrzałam na niego zaskoczona. Wziął mnie na ręce, po czym skierował się w stronę basenu. Zaczęłam sie drzeć, i kopać, ale nic sobie z tego nie robił. I wylądowałam w basenie.
- Jesteś martwy!- Krzyknęłam odgarniając włosy z twarzy.
- Bardzo się boje.
- Podejdź no tu- oparłam się o brzeg- No chodź. Nie gryzę.
- tego nie byłbym pewny.
- Jesteś tchórzem.
- Nie po prostu.. Idę do dzieci- zachichotał. Miał iść w kierunku dzieci, jednak zadzwonił do niego telefon i poszedł gdzie indziej. Ja w tym czasie, pokazałam dzieciom, żeby podbiegły.
- Co jest Rose.
- Lubice słodka zemstę?
- Uwielbiam!- Krzyknął Taj.
- Ja też!!!
- Zrobicie tak- przybliżyłam się i wyszeptałam_ Maddy poprosi Michaela, by wszedł na tą trampolinę i pokazał jak to jest wysoko. Ty taj w tym czasie tam wejdziesz i popchniesz go do wody okej?
- Nic mu nie będzie?- Zapytała Maddy.
- A co mnie to obchodzi? Mnie umiał wrzucić.
- No to tego nie robie.
- Nic mu nie będzie- powiedziałam.
- Naprawdę.
- tak, idzie.. Idźcie, ale nie mówcie nic o mnie- dzieci pokiwały głową, i pobiegły. Michael spojrzał na mnie, na co mu pomachałam.
" Zemsta jest taka słodka"- pomyślałam. Po 10 minutach Maddy, podeszła do Michaela. Nie chciała podejść szybciej by sie niczego nie domyślił. Michael chwilę się zastanawiał, po czym pokiwał głową.
" No dalej Jackson. Czekam"


Uśmiechnęłam się pod nosem, lecz ugryzłam się w język by nie wybuchnąć śmiechem. Michael wszedł na trampolinę. Popatrzył na mnie, na co mu pomachałam. On zaczął sie wydurniać, i nie zauważył Taja, stojącego za nim z uśmiechem. Powoli do niego podszedł, po czym lekko popchnął Michaela.
Ten zachwiał się i wpadł do wody, a ja wybuchłam śmiechem. Michael sie wynurzył i mruknął:
- To twoja sprawka.
- Nie.
- Jak ja cię złapie- Wygramoliłam się z wody, i zaczęłam biec, lecz nie miałam z nim szans, i po chwili mnie złapał.
- Zemsta jest słodka!- Krzyknęłam dusząc się ze śmiechu.
- Doprawdy- zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się jak wariatka, lecz w końcu udało mi się uciec.
- Zemszczę się.
- Czekam- rzuciłam z uśmiechem. 
***
Siedziałam na ławce wyciągając nos do słońca by się trochę ogrzać, i by ubrania mi wyschły. Gdy nagle ktoś zasłonił mi słońce. Otworzyłam oczy, i zobaczyłam Michaela z uśmiechem. Poprawka. Michaela ubranego w biały szlafrok z chytrym uśmiechem.
- Królu zasłaniasz mi słońce.
- To ty ich napuściłaś.
- Nie. Jak możesz mnie oskarżać?- Zapytałam.
- Bo chciałaś się zemścić. Wszystkie dowody wskazują na ciebie- odparł.
- Mądrala w białym szlafroku, przesuń się, bo chce się popalać. Owszem jesteś gorący, ale nie mam zamiaru przelecieć cię na trawniku- dopiero po sekundzie dotarło do mnie, co wypłynęło z moich ust- To znaczy.
- Michael zaczął się śmiać jak wariat, po czym poruszał zabawnie brwiami.
- Nie wiedziałem, że aż tak cię kusze.
- Nie wiedziałam, ze aż tak zadziałasz mi na nerwy.
- Michael chodź- popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam Maddy z Tajem. Rzecz jasna oni też postanowili się schłodzić tego ciepłego dnia.- Ty Rose też.
Wstałam i wyminęłam Michaela, lecz on złapał mnie za ramię.
- Bez numerów Adams mam cie na oku.
- Mam z tego powodu płakać czy skakać z radości.

Jak się okazało Taj nam chce pokazać swoje skoki do wody. Szczerze ja za bardzo bym się bała. Skakał z tej trampoliny jak zawodowiec. A my z Michaelem klaskaliśmy.
- Michael teraz twoja kolej- mruknął.
- Nie podziękuje.
- Królu pokaz, co potrafisz.
- Uwierz, ze nie chcesz bym pokazał, co potrafię.
- Czy ty coś sugerujesz.
Wzruszył ramionami i pokręcił głową:
- Nie.
Obserwowałam dokładnie Taja, który skradał się za plecami Michaela. Nie wiedziałam, czy mu powiedzieć czy nie. Biorąc pod uwagę jak zadziałał mi dziś na nerwy?

E tam to nie moja sprawa. Nagle wyskoczył koło niego Taj, a ten zaskoczony nie wiedział, co robić. Taj pomyślał za niego. Po raz drugi dnia dzisiejszego Michael Jackson skończył w basenie.
- Rose zrób coś- rzucił.
- Bravo Taj- przybiłam mu piątkę. Michael spojrzał na mnie oburzony a ja mu pokazałam język. Przybliżyłam się do brzegu, uklęknęłam i wyszeptałam:
- zemsta zawsze była słodka, królu.
- Przekonajmy się- pociągnął mnie za sobą. Z pluskiem wpadłam do wody. Szok spowodowany zimną wodą ( dość długo siedziałam na słońce, a tu nagle takie coś) ścisnął mi płuca wybijając z nich powietrze. Udało mi sie na chwile wynurzyć, a potem znów poszłam pod wodę, nie byłam w stanie utrzymać się na powierzchni. Myślałam, ze to koniec, gdy zobaczyłam Michaela. Podpłynął szybko do mnie, chwycił za rękę i zaczął wyciągać na powierzchnię Wypłynęliśmy, zakrztusiłam się wodą, i zaczęłam kaszleć. Michael posadził mnie na brzegu basenu. Oparł się obok mnie i wciąż ciężko oddychał. Wypuściłam powietrze, i położyłam się. Michael nim się obejrzałam klęczał nade mną. Był przerażony nie miej niż ja.
- Różyczko wszystko w porządku.
- Już tak- wyszeptałam, lecz wciąż było trudno mi złapać powietrze.
- Rose- podbiegły do nas dzieciaki- Nic ci nie jest.
- Nie w porządku- uśmiechnęłam się słabo.
- Chyba jak na dziś koniec zabawy z wodą- mruknął Mike.
- Zgadzam sie w 100%- uśmiechnęłam się do niego. - Dzięki za uratowanie życia.
Michael uśmiechnął się krzywo i rzucił.
- Nie ma, za co...
****
Dostałam ubrania na przebranie. Szybko się w nie przebrałam, po czym wysuszyłam włosy. Dzieciaki poszły na górę się przebrać, Michael też.

Siedziałam w salonie z szklanką herbaty, gdy nagle przed oczami mignął mi Michael.
Uklęknął przede mną i wyszeptał:
- na pewno wszystko w porządku. Martwię się o ciebie- odgarnął mi włosy z twarzy, po czym włożył je za uszy.
- W jak najlepszym.
- Naraziłem twoje życie. Przepraszam.
- Opłacało się. Sam Michael Jackson mnie uratował.
- A najpierw podtopił.
- Oj nie marudź. Dziękuje.
- za co?
- za cudowny dzień.
- To jeszcze nie koniec.
- Cos zaś wymyślił?
- Pójdziemy an Brummer cars, potem do zoo, a potem do kina hymn?
- To bezpieczniejsze- uśmiechnęłam się.

Michael pokiwał głową, po czym zerknął na moje usta. Zaczął się niebezpiecznie zbliżać. Widząc to przełknęłam ślinę.
Popatrzyłam na jego usta, a potem przeniosłam wzrok na jego oczy. Patrzące teraz tak intensywnie na mnie. Nie były roześmiane, kryły się w nich uczucia, które nie umiałam odgadnąć.
- Przeszkadzamy?- Odskoczyliśmy od siebie słysząc wesołe głosiki dzieci.
- Nie, to jak idziemy?- Rzucił Michael szybko oddychając. Zerknął na mnie, i przygryzł wargę. Ta bliskość, źle na nas zadziała.
- Dobra zróbcie ten " całus" i idziemy.
- Co jaki całus?- Zapytałam.
- No wiesz Rose CMOK-CMOK- zachichotał Taj. Spuściłam głowę czując, ze się rumienię.- No dalej. Michael przybliżył sie do mnie, popatrzył na usta, lecz pocałował mnie w policzek.
" Dzięki ci Boże. Nie chce faceta. Chce przyjaciela. Nie chce znów cierpieć".
- Chodźmy na Brummer Cars- rzucił wesoło Mike.
- Tak chodźmy na Brummer Cars- wyszeptałam wciąż oszołomiona bliskością, jaką miałam z Michaelem. Jak dla mnie był za blisko..
***
Po kilku godzinach incydent z salonu, ze mną i Michaelem w rolach głównych odszedł w niepamięć. Byliśmy za bardzo pochłonięci zabawą, by o tym myśleć. Na każdej karuzeli pojeździliśmy z trzy razy. A teraz, gdy trochę sie uspokoiliśmy szliśmy w kierunku Zoo.  Taj i Maddy za rączki, uśmiechając się do siebie, a ja z Michaelem z tyłu przyglądając się im uważnie.
- Chyba się zakochali- wyznałam, na co Mike pokiwał głową i uśmiechnął się- Co?
- To takie urocze.
- No wiem, czekaj- zatrzymałam go- patrz- Taj zerwał kwiatka dla Maddy, po czym, pocałował ją w policzek, a ona nie była mu dłużna.- Oh to urocze.
- Przesłodkie- zaśmiał się Mike. Nieoczekiwanie wziął mnie na ręce i okręcił w koło, skończyło się to na tym, że wylądowaliśmy na ziemi. Ja na Michaelu. Ale oczywiście, przeturlał się i to ja musiałam być na dole.
- Co cie tak nagle wzięło?- Zapytałam z uśmiechem.
- Cieszę sie, że jesteś obok.
- Nie rozumiem.
- Cieszę sie, że jesteś moją przyjaciółką. Możemy rozmawiać o wszystkim. Wielu ludzi, mówi, że mnie uwielbia, i chwalą sie, że jesteśmy przyjaciółmi a chodzi..
- o pieniądze- wtrąciłam. Spuścił głowę. Podniosłam ją, po czym pocałowałam go w nos.- Nie smutaj się.
- Dlaczego.
- Lubię twój uśmiech.
Uśmiechnął się szeroko, po czym przygryzł warge.
- Nie podrywaj kumpla.
- Dobrze kumplu- zaczęłam się śmiać, lecz uspokoiłam się, gdy usłyszałam pisk Małej. Jak sie okazało, tamta dwójka nas powtarzali dokładnie to, co my.
- Powtarzają nas. Fajnie, co nie.
- Lepiej dla nich, żeby nas nie powtarzali- Michael pokiwał głową, po czym zerwał się na równe nogi, i wstał.
- Masz rację. Dobra dzieciaki, idziemy do Zoo.
*****
W Zoo bawiliśmy się cudownie. Co chwila się śmialiśmy, chociaż nawet nie wiem, z czego. Pokochałam Bubblesa, był cudowny. Miałam go na rękach i podarowałam mu buziaczka, w główkę, na co Michael się obraził. Bo on też by chciał dostać. Normalnie jak z dzieckiem.
- Pójdziemy do kina?- Zapytał z nadzieją Taj.
- Pooglądamy kreskówki- powiedziała wesoło Maddy.
- Okej.
- Słyszałaś- pocałował małą w policzek.
- Taj, co tak całujesz Maddy?- Zapytał Michael podchodząc do nich.

- To moja dziewczyna- pochwalił się, a ja zrobiłam głośne " Ohh" z Michaelem.
- Jakie to słodkie Mickey- zaczęłam piszczeć.
- No przecież wiem.
- Weźmiemy ślub- dodała Maddy- Bardzo sie kochamy.
- Jakie to słodkie, boże- mruknęłam, po czym wtuliłam się w Michaela.
- Chodźmy- złapali sie za rączki i udali do kina.
- Różyczko, coś czuje, że zrobimy im ślub, co?- Pokiwałam głową i się zaśmiałam.
Gdy byliśmy w kinie usiadłam w ostatnim rzędzie, dzieciaki poszły zaś do przodu. Michael włączył film, po czym usiadł obok.
Był jeden problem. Ja i Michael nie umieliśmy zachować sie w kinie, co chwila się śmialiśmy, rzucaliśmy w siebie popcornem.
- Cicho!- Upomniał nas Taj.
- Dobra.. Dobra nie nerwuj się tak- rzucił Michael chichocząc pod nosem.
- Gorzej niż z dziećmi- dodała Maddy.
- By duże dzieci jesteśmy- mruknęłam.
- Im starsze tym głupsze.
Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem, po czym rzuciliśmy równocześnie.
- Nie prawda!
***
Po 17- nastu upomnieniach, uspokoiliśmy się nieco i zaczęliśmy mówić do siebie używając wszystkich chwytów retorycznych ze słownika sarkazmu, dzieci miały dość. I postanowiły się do nas nie odzywać.
- Nie lubią nas- wyszeptałam mu na ucho.
- My ich też nie lubimy.
- Mów za siebie ja ich kocham
- A ja uwielbiam.
- A mnie lubisz.
- Biorąc pod uwagę ile razy dałaś mi w łeb+ w mordkę do tego to jak mi dogadywałaś.
- Matko
- To...
- Hę?
- Uwielbiam cię, jesteś moją różyczką.
- No właśnie, czemu różyczką.
- Bo jesteś piękna jak róża. Olśniewasz swoją pięknością, lecz kujesz, gdy ktoś chce cię zranić. Bronisz się tak jak róża przed zerwaniem- poczułam jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Róża kuje, ale olśniewa każdego, kto ją zobaczy. I cieszę się, że ja zerwałem taką różyczkę- pogłaskał mnie po policzku.
- Cieszę sie, ze ty mnie zerwałeś.
- hej a wy, dokąd?- Zapytał Mike. Dzieci wchodziły po schodach i nawet do nas się nie odezwały. - Chodźmy.

Wróciliśmy do domu. Przeprosiliśmy dzieciaki, po czym udaliśmy się do kuchni by zrobić im kolację. Robiliśmy kanapki sercem nie odzywając się do siebie. Michael coś nucił pod nosem, a ja zerkanałam na niego od czasu do czasu. Zaniosłam kanapki dzieciakom, po czym wróciłam do kuchni. Wzięłam do ręki kubek z herbatą, kiedy odezwał się Michael.

- Powinnyśmy zostać swatkami. Popatrz połączyliśmy dwójkę słodkich dzieci.
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
- Nibylandia łączy ludzi.
- To chyba dobrze- oparł się o blat, z kubkiem herbaty w ręce. Wyglądał świetnie. Trzy guziczki rozpięte przy szyi jego koszuli, loczki opadające na ramiona i uśmiech, który potrafi zauroczyć każdą dziewczynę.- Co mi się tak przyglądasz.
- A podziwiam, jakiego mam przystojnego kumpla- Michael zawstydził sie i spuścił głowę.
- jak przystojnego?- Zapytał po chwili i znów na mnie spojrzał.
- A to jest sekret. Idę zobaczyć czy zjadły- odparałam. Michael lustrował mnie wzrokiem uśmiechając się przy okazji. Zapomniałam wspomnieć, że w końcu zostajemy na noc, u niego. Gdy weszłam dzieciaki ziewały.
- Komuś sie oczka kleją.
- I to nie jesteś ty- koło mnie pojawił się Michael- Idziemy lulu?
- Tak, ale chcemy mieć jeden pokój- odparł Taj. Michael zerknął na mnie, po czym wzruszył ramionami.
- Niech będzie. To ja wam idę pościelić, a Rose przypilnuje byście się wykąpali i umyli ząbki, co?
- To najłatwiejsze zostawiasz dla siebie, co.
- Nom.
***
- Nawet nie wiesz jak trudno było wybić im z głowy wspólną kąpiel- odparłam wchodząc do salonu. Michael siedział na kanapie z uśmiechem- W końcu po 20 minutach się zgodzili. Jeszcze tego brakuje, by wzięli tą kąpiel..
- śpią?
- tak, umyli ząbki, a potem nie umieli zasnąć no musiałam im przeczytać bajeczkę.
Michael zarechotał i rzucił.
- Chciałbym to widzieć.
- Czemu się czuje.. Z resztą nie ważne.
- jak?
- Jakbyśmy byli małżeństwem, a te małe skarby..
- To samo czuję.
- Chociaż gdyby byli rodzeństwem nie byli by parą.
- I było by łatwiej- wstał i podszedł do mnie. - I co będziemy teraz robić.
- A co chcesz robić.
- jest wiele możliwości.
- Boje się je poznać.
- Czemu.
- Tobie różne rzeczy przychodzą do głowy.
- Tym razem to jest tylko taniec. Już ostatnio obiecałaś mi, ze razem zatańczymy.
- Ale teraz?
- Teraz- podszedł do odtwarzacza.
- Ale dzieci ledwo, co zasnęły- Michael podszedł do mnie ujął moją rękę i wyszeptał:
- No to musisz być cicho.
- nadepnę ci na nogę.
- Dziewczyno nie zaczynaj
- Mike nie umiem tańczyć- wyszeptałam mu do ucha.

- zamknij oczy i daj się ponieś muzyce- szepnął.
- Jestem samobójcą.
- No cóż.
- nigdy więcej z tobą nie tańczę.
- Niby, dlaczego?
- Bo jesteś mistrzem, a ja?
- Mistrzynią- odparł i mnie okręcił. Zaśmiałam się i rzuciłam:
- Nawet nie jest źle.
- Bo tańczysz ze mną.
- Na serio nadepnę ci na nogę.
- Nie psuj chwili.
- Nie psuje.
- Ja psuje- zaśmiałam się.
- Przepraszam.
- Za co?- Zapytałam zaskoczona.
- Za to, no wiesz, że o mało cię nie pocałowałem. Top był impuls, chce byśmy byli przyjaciółmi.
- Mam tak samo. Nie szukam na razie faceta.
- No i dobrze.
- Zabiłbyś go, co?
- Wcale, że nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Koniec kłótni.
- No właśnie.
- To był magiczny dzień.
Michael przechylił mnie i wyszeptał;

- Magiczny, bo jest przy mnie magiczna dziewczyna....






Przepraszam, że dodaję dopiero teraz, ale " goście mamy byli aż do wczoraj, a mnie po raz kolejny złapała jakaś grypa, i siedzę pod kołdrą z laptopem na kolanach. Mam do was pytano wolicie, żebym dodał dzis The Most Beautiful Girl In The World, ale krótką, czy żeby ją dopracować, a dziś wrzucić You Rock My World? Wybór nalezy do was. Przepraszam, że ostatnio nie skomentowałem notek. Mam dziś cały dzień więc biorę się do komentowania:)

Przepraszam, za błędy i tą fatalną notkę.
Pozdrawiam~

czwartek, 30 kwietnia 2015

12. I Love You, Liberian Girl

No i jest kolejna notka z Liberian Girl. Dziś torchę dziwna notka, no, ale cóż. Już tak mam. Przepraszam za wszystkie błędy.
P.S Dziś powinna też pojawić sie nowa You Are Not Alone :) Aha i przemyślałem, kilka spraw i jeśli ktoś wejdzie w zakładkę Heaven Is Here, zobaczy, ze wiek Michael zmalał, i wygląda jak w erze Thrllera. Większość rzeczy się nie zmieni, ale będzie lepiej po prostu wtedy. A i mam nadzieję, ze nie będziecie mieli mi za złe, że Michael mieszka w Neverlandzie, szybciej chciaż wprowadził się do niego 1988. No i , ze nie będziecie sie wściekać , za ta różnicę, ale postanowiłem trochę zmiejszyć tą różnicę, wiekową, dlaczego przekonacie się później.


                                               ****************************************
- Że, co proszę?- Zapytała. Przełknąłem głośno ślinę.
- Jak przyjaciółkę... Pokochałem cię jak przyjaciółkę.- Dodałem szybko. Nie powinienem tego mówić. Boże, co ze mnie za palant. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe.
- Tylko jak przyjaciółkę?- Zapytała ze smutkiem.
- A mam kochać cię inaczej.
- Nie. Będę się zbierać- mruknęła i poszła a ja odprowadziłem ją wzrokiem, do momentu, kiedy zniknęła mi całkowicie z pola widzenia. Boże jak ja mam się teraz jej na oczy pokazać? No jak? Nie wiem ile czasu minęło, gdy usłyszałem głos Elizabeth.
- Tu jesteś. Wszystko dobrze.
- Ta.. Po prostu przetwarzam sobie jedną rzecz.
- Jaką?
- Być albo nie być, oto pytanie- mruknąłem spuszczając głowę.
- Nie wygaduj mi tu jakimiś Szekspirami, do cholery, co się tu wydarzyło.
- Pocałowałem Angie a potem powiedziałem, że ją kocham, ale po chwili dodałem, że jak przyjaciółkę- wypuściłem powietrze z ust.
- To, dlatego płakała.
- Płakała?- Elizabeth pokiwała głową.- Gdzie jest?
- Pojechała do hotelu- odparła.- Zajmę ich czymś, ale macie wrócić przez 21- dodała.
- Liz, dlaczego to robisz.
 - Bo wiem, że uczucie, jakim ty darzysz ją i jakim ona darzy ciebie zdarza się raz na całe życie. A teraz leć Romeo do swojej Juli- zaśmiała się.
- Tak jest- z uśmiechem pobiegłem w kierunku samochodu, jednak zapomniałem się zapytać, jaki to hotel wtedy dostałem sms-a." Hotel ten sam, w którym ty się zatrzymałeś, pokój nr 304, tylko grzecznie mi tam.
Kocham Liz"

Pokręciłem rozbawiony głową, po czym wypuściłem powietrze z ust. Wiedziałem, że to, co robię rani Angie, ale postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę, a co mi szkodzi. Chociaż jak ona będzie mogła się czuć, z wiedzą, że ją kocham a jestem mężem Lisy. Droga do hotelu nie była długa. Gdy wszedłem do hotelu recepcjonistka uśmiechnęła się do mnie, czym odwzajemniłem tym samym. Wsiadłem do windy i wypuściłem powietrze.
" Okej, powiem jej całą prawdę.... Kocham cie Angie" " Przecież to nie jest takie trudne...Gdzie sie podziałeś irytujący głosie jak cię potrzebuje?"
" Kazałeś mi sie odpierdolić"
" Ale teraz cię potrzebuje i nie marudź, co ja mam zrobić"
" Cokolwiek zrobisz ją zrani"
Tu miał rację, wszystko ją zrani. Dojechałem na 3 piętro. Wzrokiem szukałem numeru drzwi, za którymi jest moja ukochana. Gdy w końcu je znalazłem, Podniosłem rękę by zapukać, lecz spanikowałem. Próbowałem już chyba trzeci raz, gdy znów odezwał się głos mojej podświadomości.
" Nie pukaj właź do środka"
" Ale to nie uprzejme"- powiedziałem.
" Pewnie to stój tu kolejne godziny. Bo zapukać nie umiesz"

Wziąłem jeden wielki wdech, po czym nacisnąłem na klamkę i popchnąłem drzwi. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi. Nie wiedziałem gdzie byłą, do momentu, kiedy usłyszałem jej płacz. Skierowałem się w stronę salonu i tam ją zobaczyłem. Siedziała zapłakana w fotelu przykryta kocem.

- Boże, co mam zrobić?- Wyszeptałem pod nosem.
" Zawsze słuchaj głosu serca"- powtarzała mama.
" Obyś miała rację mamo" Wyszedłem z ukrycia, a Angie popatrzyła na mnie zaskoczona.
- Co ty tu robisz?- Zapytała wycierając policzki. Podszedłem do niej i po prostu ją pocałowałem. Nie jest dobrze tłumić w sobie emocji, czułem słony smak łez, na jej ustach. Na początku zamarła, co trochę mnie przeraziło. Już chciałem się odsunąć, kiedy zaczęła odwzajemniać.

- Michael, co my robimy?
- Nie wiem..
- Nie powinnyśmy.
- Jakbyś zauważyła robimy wiele rzeczy, których nie powinnyśmy robić.
- Haha.
- Kotku czy ta rozmowa nie może poczekać?
- Może- zachichotała. Lecz nagle się oderwała-, Co z Lisą.
- Nie wiem. Nie kocham jej od dawna.
- Ale powiedziałeś, że chcesz z nią dzieci.
- Bo chciałem- westchnąłem- Do momentu, kiedy ty zawitałaś w Neverlandzie.
- Dlaczego?
- Na prawdę tego nie widzisz? Kocham cię,.. Szaleję, na twoim punkcie. Angie powiedz coś- powiedziałem zaniepokojony. Wstała z fotelu i podeszła do okna.- Angie?
- Musze odejść.
- Co jak to odejść?- Spanikowałem, odwróciła się do mnie i szepnęła:
- Michael.. Jesteś mężem Lisy.
- Mogę wziąść rozwód.
- I co powiesz Riley i Benowi?- Spuściełm głowę- Kochasz ich, a one ciebie. Nie mogę tego popsuć.
- Czyli chcesz znów zniknąć?
- To będzie najlepsza decyzja- odparła. Podszedłem do niej, odwróciłem ją i popatrzyłem w oczy.
- Dla kogo? Bo nie dla mnie.. Ani dla ciebie.
- Mike.
- Nic nie mów- przyłożyłem jej palec do ust, nachyliłem się i pocałowałem ją pewnie, westchnęła.- Kochasz mnie?
- Kocham.
-To mnie nie zostawiaj- powiedziałem błagalnie.
- Michael nie patrz na mnie takim wzrokiem.
- Mam zrobić zeza?- Uśmiechnęła się i mruknęła:
- Nie..Michael nie chce niszczyć ci rodziny.
- Tej rodziny nie ma. Lisa mnie nie kocha, a ja jej. Jedynie Ben i Riley.
- No właśnie. Co im powiesz? Przepraszam, ale nie mogę być z wasza mamusią, bo się nie kochamy? To im powiesz?
- Angie nie wiem, co zrobię, ale proszę nie odchodź. Nie wytrzymam bez ciebie.
- A ja bez ciebie.
- Widzisz -pogłaskałem ja po policzku.
- Michael będziemy tu tydzień. Potem reszta wróci z tobą do Neverlandu..
- A ty?
- Nie będzie mnie tydzień. Razem z dziewczynami wyjadę do Paryża.
- Ja tam powinienem być z tobą. To miasto zakochanych.
- Przecież wiem...
- Ale po tym tygodniu wrócisz.
- Wrócę, wtedy zdecydujemy, co dalej.
- Będę mógł dzwonić?- Zapytałem z nadzieją.
- Pomyślę, zależy jak sie będziesz zachowywał.
- Ja zawsze dobrze się zachowuje.
- Yhym- zachichotała, po czym spuściła głowę.
- To, kim dla siebie jesteśmy?
- Nie wiem... Chociaż o jesteśmy kochankami beznadziejnie w sobie zakochanymi, gdyż na drodze stoi twoja żona.
- Niedługo.
- Mickey..
- Ja nic nie knuje.
- Nie powiedziałam, że coś knujesz- zaczęła się śmiać.
- mam ochotę cię pocałować.
- Nie zasłużyłeś- powiedziała, chociaż jej ręce już powędrowały na mój kark.
- Czyżby.
- Nom- delikatnie ją pocałowałem, każdy pocałunek stawał się coraz namiętniejszy. W końcu nie wytrzymałem.

- Obejmij mnie nogami w pasie.- Wykonała polecenie, podniosłem ją i skierowałem sie w kierunku sofy.
- My jesteśmy wariatami- zaśmiała się.
- Niektórzy już tak mają- dodałem. Położyłem ją, po czym nachyliłem się nad nią.- Zwariowałem.
- Zwariowaliśmy- dodała.
Opadliśmy na łóżko. Dotknęła mojego policzka, po czym przeniosła ręce na moją czerwoną koszulę, i zaczęła rozpinać guziki. Nie byłem jej dłużny, szybko pozbyłem się jej bluzki, całując ją po obojczyku, gdy nagle....
Zadzwonił telefon. Jej telefon. Nie wiem, czemu, zaczęliśmy się śmiać. Angie wzięła telefon i przyłożyła do ucha:
- Halo... W hotelu, źle sie poczułam... Nie przyjeźdzaj zaraz wracam... Jest ze mną Mike... No dobra już wracamy...
- Kto to?- Zapytałem siadając.
- Rose- wydukała czerwie3niąc się. Szybko sięgnęła po swoją bluzkę i mruknęła: - To.. Ten.
- Wiem. Zapomnę- mruknąłem, po czym skierowałem się w stronę drzwi.
- Mike?- Odwróciłem się i popatrzyłem na nią.- Jesteś zły?
- Skąd, że
- To, dlaczego, mówisz takim tonem. Nie masz, o co być zazdrosny- odparła, zakładając ręce na piersiach.
- Nie mam, dlaczego? Nie mam, dlaczego?- Powtórzyłem śmiejąc się ironicznie.
- Ty idioto, robię wszystko by..
- By? Myślisz, że wyjazd będzie dobry? Nie chce być z Lisą.
- A ja nie chce popsuć tego. Nawet jak jej nie kochasz. Gdy mnie nie było okej!
- Nie było okej, cały czas o tobie myślałem. Przeszukałem pół świata by cię znaleźć, i wreście jesteś. Piękniejsza niż kiedykolwiek- podszedłem do niej- Nie umiem udawać, że cię nie kocham. Myślałem, że to zauroczenia, ale teraz wiem, że szczerze cię kocham.
- Nie to nie możliwe.
- Tak, dlaczego?
- Nie, nie- pokręciła głową.
- Nie ma żadnego nie. Po prostu kocham cię i chciałbym być z tobą i tylko wyłącznie z tobą- próbowałem ją pocałować, ale zrobiła unik- Angie do cholery!
- Tu jest ukryta kamera.
- A może ty mnie nie kochasz.
- Kocham cię!
- To, dlaczego bronisz się przed tym!
-, Bo masz żonę i dzieci debilu!
- Nie debiluj mi tutaj. Jakbyś mnie kochała, to byś mnie nie unikała.
- Acha, czyli miłość polega tylko na całowaniu?
- Nie powiedziałem nic takiego- mruknąłem podchodząc do okna.
- Ale zrobiłam unik jak chciałeś mnie pocałować, a teraz powiedziałeś, że skoro cię kocham po co robię uniki!- Warknęła i usiadła na kanapie, założyła nogę na nogę.
- Chodzi mi, o inne uniki. Jak byliśmy w lesie. Pamiętasz. Wtedy starałem się do ciebie zbliżyć, a ty chciałaś się ode mnie odcinać.
- Czyli ten las, to było ustawione. Specjalnie to zrobiłeś.
- Ja Pier.. Słuchaj, co do ciebie mówię uparciuchu.
- Trudno słuchać jak mówisz do okna- usiadłem na pr3eciw niej i zacząłem:
- Nic nie było planowane. To był czysty przypadek, ale już wtedy coś do ciebie czułem. Zrobiłbym wszystko byś była bezpieczna.
- No wiesz, to twoja wina, że tam utknęliśmy.
- Czyli żałujesz tych dni?!
- Tego nie powiedziałam.
- Ale zasugerowałaś- dodałem, odwracając głowę. Nie wiedziałem czy czułem żal, rozpacz czy wściekłość.
- Wiesz, co, pieprze to wszystko- zerwała sie nagle.
- Co pieprzysz.
-Pieprzę Ciebie i dzień, w którym Cię poznałam
żałuje, że wtedy nie wpadłam pod ten pieprzony pociąg. Nienawidzę cię!

- wykrzyknęła a ja usiadłem nieruchomo. Po chwili odwróciłem głowę, gdy poczułem jak w oczach zbierają mi się łzy.

" Pieprze Ciebie i dzień, w którym cię poznałam. Nienawidzę cię!"
Popatrzyłem na nią, po czym spuściłem głowę.
- Michael ja nie chciałam ja..- Zerwałem się i ja wyminąłem- Michael.
- daj mi święty spokój.
- Michael powiedziałam, to w złości.
- Po prostu daj mi święty spokój. Proszę będziemy an relacjach szef pracownik, lepiej?
- Nie jest lepiej.
- Przecież mnie nienawidzisz- powiedziałem, z smutkiem. -Angie daj mi święty spokój.
- Nie dam ci spokoju.
- Zapomnij o wszystkim, co ci powiedziałem. Najwidoczniej to był błąd.
- Michael nie chciałam tego powiedzieć.
- Angie nie można ukrywać swoich uczuć, skoro czułaś, że mnie nienawidzisz mogłaś mi to powiedzieć.
- Cholera jasna kocham cie a to powiedziałam w złości. Michael proszę usiądź, porozmawiajmy na spokojnie
- Nie, Angie. Nie chce rozmawiać. Nie mamy, o czym... Juz nie- odwróciłem się na pięcie, lecz przed wyjściem usłyszałem.
- Michael nie odchodź...
( Angie)

Wyszedł. Jak ja mogłam powiedzieć takie coś? .

 Cały czas przed widziałam, te jego wielkie smutne oczy. Zraniłam go, a tak strasznie go kocham. Jestem idiotką, nie powinnam żyć. Facet, bez, którego nie wyobrażam sobie życia, odszedł, na moje własne żądanie. "Pieprze Ciebie i dzień, w którym cię poznałam. Nienawidzę cię!" Nadal nie wierzyłam, że te słowa wypłynęły z moich ust. Ale ja tak nie uważam, byłam wściekła, bo wszystko zaczęło mi się pieprzyć. Zakochałam się w żonatym facecie, który
Mnie kocha, ale nie chce opuścić dzieci. One go kochają, a on je. Nie umiem być aż tak bezduszna. Lecz teraz to na nic. Nie ma go.
Wstałam na równe nogi, ubrałam kurtkę, po czym wyszłam z pokoju.


Gdy wybiegłam na zewnątrz nigdzie nie było jego samochodu. Rozejrzałam się, dokoła lecz pusto. Wybrałam do niego numer i czekałam.
" Cześć tu Michael, nie mogę rozmawiać, ale oddzwonię, o ile nagrasz się po sygnale"

- Michael naprawdę nie chciałam tego powiedzieć, jestem idiotką, świnią, debilką.. Kocham cię wariacie. Jesteś dla mnie cenniejszy niż całe moje życie. Nie zapominaj. Proszę nie znienadzidź mnie. Proszę...."- Chciałam coś dodać, ale usłyszałam piski, ludzki. Odwróciłam się i ostatnie, co zobaczyłam, to jakieś białe światło.. Po czym zapadła ciemność.....

“ Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz pa­rasolkę, gdy zaczy­na padać.
Mówisz, że kochasz słońce, a cho­wasz się w cieniu, gdy zaczy­na grzać.
Mówisz, że kochasz wiatr, a za­mykasz ok­no, gdy zaczy­na wiać.
Właśnie dla­tego boję się, gdy mówisz, że kochasz mnie. ” 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Heaven Is Here 1

Hej dziś postanowiłem wrzucić pierwszą część Heaven Is Here. Dziękuje osobą, które pomagały mi pisać tą notkę, i spierają mnie w tym co robię.  Przepraszam za błędy :) No dobrze zapraszam na pierwszy rozdział.

( Michael)

Dwa dni wcześniej....

Wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Czym ja sobie do cholery zasłużyłem by Joseph mnie traktował? Nic nie chce po za tym żeby był dla mnie jak ojciec. To aż tyle? Nie znam go jak ojca i chyba nie jest mi to dane. Wściekłość i smutek opanowały teraz moją duszę. Nigdy sie nie denerwowałem, jestem osobą raczej spokojną, lecz kłótnia z Josephem wytrąciła mnie z równowagi, do tego informacja, że stan zdrowia Ryana się pogarsza. To wszystko źle na mnie zaczęło wpływać..

Nie umiem się na niczym skupić, mam próby do trasy, na którą z jednej strony nie chce jechać. Owszem bycie sławnym oznacza wiele cudownych rzeczy. Podróżujesz po świecie, spotykasz się z ludźmi, jest cudownie, ale jest też ta druga strona. Trzeba poświęcić wiele czasu, do tego nie mam życia prywatnego. Od kiedy Thriller stał sie fenomenem, moje życie zmieniło sie w piekło. Media mi to zagwarantowały. Kiedyś ktoś sie mnie zapytał, czy lubię trasę koncertowe? Odpowiedz jest, że.. Nie lubię ich. Strefy czasowe źle na mnie wpływają, adrenalina po koncercie wciąż tętni w żyłach a ja mam iść spać, a następnego dnia lecieć do innego kraju gdzie jest jeszcze inna godzina. No, ale taka jest cena sławny,.. Ale to nie oznacza, że żałuje, że jestem sławny. Tego nigdy nie powiem, owszem nie miałem dzieciństwa, ale teraz czuje większa potrzebę by pomóc i opiekować się młodszymi. Nigdy nie zmieniłbym mojej przeszłości... Powodem, który sprawia, że nie żałuje... To moi fani. Kocham ich.


Gdy widzę jak się uśmiechają, jestem tak szczęśliwy, że mogę odlecieć na skrzydłach prosto do nieba. Owszem jest niebezpiecznie, jednak, gdy widzisz tyle osób, które się do ciebie uśmiechają, wykrzykują twoje imię, nawet noszą białe skarpetki, białą rękawiczkę... To nie ma siły, która by nie sprawiła, że uśmiech wpełza na twarz. Czuje wtedy, wiele miłości. Za to jestem wdzięczny Josephowi, gdyby nie on..Nie miał bym moich fanów. Oni sprawiają, że chce robić to, co obecnie robię.


W życiu doznałem wiele miłości, od fanów, od matki rodzeństwa.. Jednak każdy chłopiec chce by jego ojciec go kochał. Każdy ojciec dla każdego syna jest bohaterem. To on nas uczy grać w piłkę nożną, to on mówi jak mamy zagadać do dziewczyny. To z nim mogę pogadać jak mężczyzna z mężczyzną. Jak ojciec z synem? Lecz chyba nie jest mi dane doznać ojcowskiej miłości, jednak obiecałem sobie, że będę starał się być najlepszym tatą na całym świecie. Będę chciałby czuły moją miłość, bo jak można nie kochać takich małych aniołków.
Każdy ma jakiś cel.. Mój to pomaganie oraz troszczenie się od młodszych, ludzie tego nie rozumieją, lecz naprawdę kocham pomagać. Wtedy czuje, że właśnie to chciałem zrobić. Pamiętam dokładnie, gdy jako mały chłopiec udałem się wraz z moimi braćmi do jednego z szpitali z ciężko chorymi dziećmi. Przeżyłem szok, na początku bałem się podejść, lecz dzieci od razu sprawiły, że poczułem się dobrze.. Dokładnie pamiętam ten dzień jakby był wczoraj. Obiecałem sobie, że gdy będę starszy będę pomagał. Nie dla rozgłosu, dlatego, że to jest moja misja na tej ziemi.

W tym szpitalu był też mały chłopiec na AIDS miał na imię Sam, był dwa lata młodszy ode mnie. Ciężko przeżywał tą chorobę, w dzień, kiedy zmarł, poczułem się winny, że nie pomogłem mu, dlatego tak cholernie zabolało mnie, że wyniki Ryana sie pogorszyły. Zaprzyjaźniłem się z nim i nie wiem, co zrobię, gdy on..Gdy...
" Nawet o tym nie myśl"

Jechałem w nieznanym mi kierunku, byle jak najdalej od mego ojca. Zegar wskazywał godzinę 23: 30, ale to była jedyna możliwość by zaczerpnąć Świerzego powietrza i nie zostać rozpoznanym.
" Cena sławy"
Zaparkowałem samochód na poboczu, po czym wysiadłem i nałożyłem na głowę kaptur, rozejrzałem się by upewnić czy nikogo nie ma i zacząłem się kierować drużką wzdłuż lasu. Zawsze natura mnie uspokajała. Miała w sobie magię, lecz człowiek nie umie tego dostrzec. Nie umiem zrozumieć jednej rzeczy, po co człowiekowi będą te hotele, boiska baseballowe, gdy nie będziemy mieli, czym oddychać? Po co to wszystko? Matka Ziemia nie da sobie sama poradzić, to my musimy coś zrobić, ludzie naprawdę są czasem głupi. Nic nie będzie miało sensu, gdy nas nie będzie... Jaki jest sens tego wszystkiego? Nie możemy żyć z naturą z zgodzie?
Usłyszałem krzyk. Dziewczęcy krzyk przerażenia. Rozejrzałem się, lecz nikogo nie widziałem. Byłem sam, więc skąd dochodził ten głos.
- Pomocy- krzyknęła przerażona, udałem się za tym głosem w głąb lasu. Gdy dotarłem na miejsce na ziemi siedziała jakaś zapłakana dziewczyna a jakiś obleśny facet widząc mnie zaczął uciekać. Podbiegłem do niej i wyszeptałem:
- Wszystko w porządku?
Dziewczyna wybuchła płaczem i skuliła się. Była cała podrapana, do poraniona.
 - Ciśś jesteś bezpieczna- szepnąłem i zdjąłem z siebie marynarkę i narzuciłem na jej ramiona.- Trzeba to zgłosić.
- NIE!- Wykrzyknęła i podniosła swoją twarz. Spojrzałem w jej oczy. Nie były puste, przeraziło mnie to. 
- On musi zapłacić za to, co ci zrobił- powiedziałem gniewnie. Co za facet, jak można zrobić takie coś tak młodej dziewczynie. Gniew zastąpiło przerażenie, gdy zobaczyłem strużkę krwi spływającą po jej szyi- Matko Boska ty krwawisz.
- To..To nic, zaraz przestanie- powiedziała dotykając rany.

- Musi zobaczyć cię lekarz- powiedziałem starając się zachować spokój.
- Nie.. Proszę nie- skuliła się i znów wybuchła płaczem. Usiadłem obok, po czym przygryzłem wargę.- Mogę wiedzieć jak nazywa się mój wybawiciel?
Uśmiechnąłem się do niej i wyszeptałem:
- Michael, a ty.
- Vi..Violet....




***
Chodziłem nerwowo po korytarzu. Conrad badał Violet już prawie godzinę, i nadal nie wyszedł powiedzieć mi nic o jej stanie. Postąpiłem źle miałem ją zawieźć do szpitala, chociaż nie chciała. Gdy straciła przytomność od razu wezwaliśmy Conrada i kazał mi ją zanieść do jednej z sypialni i tyle ją widziałem. " Boże, że taki okrutny los musiał spotkać akurat ją".  Zsunąłem się po ścianie dół, nienawidziłem czekania, zawsze czekasz a potem podchodzi do ciebie lekarz z kamienną twarzą i mówi" Bardzo mi przykro"
- Trzymaj się Vi- wyszeptałem a wtem drzwi sie otworzyły.
- I co z nią?- Zerwałem sie na równe nogi, przez co zakręciło mi sie w głowie, i musiałem podtrzymać się jego ramienia.
- Spokojnie.. Rana na szyi nie jest głęboka na szczęście nie straciła dużo krwi, obudzić się powinna za dwa dni, najdłużej, acha i ma złamaną rękę, więc..
- Ale nic jej już nie grozi?
- Nie, na razie wszystko w porządku jednak.. Boje się o jej stan psychiczny po obudzeniu- wypuściłem powietrze z ust i wyszeptałem:
- Wiem, zrobię wszystko by odzyskała radość życia.
- Będziesz musiał ją mieć na oku.. Po takim czymś nie wiadomo czy sie podniesie.
- zrobię wszystko by sie podniosła.
- Michael wiem, że chcesz dobrze, ale czasem dobre chęci nie wystarczają.
- Nie pleć głupot- warknąłem- Przepraszam..
- Jesteś zdenerwowany, uspokój się, bo znów nie zaśniesz.
- Nie mam zamiaru iść spać.
- Michael ona śpi..
- No i co? Będę ja pilnował 24 na dobę, jeśli będzie trzeba.
- Michael to nie twoja wina..
- Boże wiem,..
- Słuchaj wiem, że lubisz pomagać, ale... Wiem, że współczujesz jej.. Ale litość.
- Cholera nie robię tego z litości, tylko przeraziło mnie to, ze jej oczy nie wyrażały żadnych uczuć. I zmienię to. Nie ważne, co będziecie mówić i tak to zrobię.
Conrad uśmiechnął się i położył dłoń na moim ramieniu.
- Wiem, ze ci się uda...


Pożegnałem się z nim i udałem się na górę do sypialni, w której leżała Violet. Po cichu otworzyłem drzwi i wejrzałem do środka, światło księżyca padało jej na twarz, co dodawało jej uroku. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Zamknąłem drzwi, po czym się o nie oparłem, przyglądając sie jej uważnie. Jej klata piersiowa unosiła się w równym tempie do góry, przez obojczyk szła blizna po czymś ostrym, a na ustach i twarzy malował się ( pomimo snu) ogromny smutek. Podszedłem do niej i delikatnie pogłaskałem ją po policzku.
- Wszystko wróci do normy.. Obiecuję ci... Jesteś tu bezpieczna, więc się nie martw, cały czas jestem przy tobie...
Poczułem jak w oczach zbierają się mi łzy, więc przygryzłem wargę.
- Słodkich snów Violet..
Opuściłem rękę. Ostatni raz się jej przyjrzałem, po czym opuściłem jej pokój.
Wziąłem szybki prysznic i położyłem się na łóżku próbując zasnąć jednak na marne. W końcu ubrałem czarny szlafrok, otuliłem się nim i wyszedłem na taras, po czym usiadłem w na jednym z krzeseł. Przymknąłem oczy czując zimny wiatr na mojej rozgrzanej skórze.

" Nie wiem, co zrobię, ale wiem, że się nie poddam. Nie, dlatego, że robię to z litości, po prostu ta dziewczyna to wielka tajemnica, i chce ją poznać."


"Nie pod­da­waj się roz­paczy. Życie nie jest lep­sze ani gor­sze od naszych marzeń, jest tyl­ko zu­pełnie inne. "
~William Shakespeare (Szekspir)




niedziela, 26 kwietnia 2015

# Notka Specialna

Tak jak obiecałem pojawia się notka na 4000 tyś wyświetleń. Miałem mały dylemat bo miałem wiele różnych pomysłów i nie każdy był o Michaelu. No, ale dobra jest to blog o nim więc wrzucam jedno z części ( szczerze już napisałem kilka rozdzialików). Nosi to nazwę Heaven Is Here.
Zapraszam do czytania:

Jeśli ktoś nigdy nie przeszedł załamania nerwowego a jest ciekaw jak to jest to musiałby spotkać się z moim kuzynem. Tak głupiego faceta jeszcze nie spotkałam. Siedziałam z nim w jednej z kawiarni patrząc się przez szybę. Nie miałam do niego siły. Wiedziałam, że te jego " Interesy " źle sie skończą.
- Halo Violet mówię do ciebie- mruknął niecierpliwie. Przeniosłam na niego wzrok i mruknęłam:
- Co?
- Boże nico,. Zadzwoniłem do ciebie, żeby się poradzić, a ty jak zwykle coś odwalasz.
- Ja odwalam? Ja? Czy ty się słyszysz?! A co mam powiedzieć? " Tak Daniel wpakuj się w te narkotykowe bagno?" Chce dla ciebie dobrze, ale ty jesteś głupi jak but!- Warknęłam i oparłam się o rękę.
- Violet to nic takiego.
- Daniel narkotyki to... Co osiągniesz, co? Nic. Tylko się stoczysz.
- A ty, co osiągnęłaś? No, co? Każdy twój facet okazywał się zwykłym draniem, od dziecka rodzice mają cie gdzieś, a po skończeniu 18 lat musisz wyjść za tego matoła Jake'a , którego nienawidzę- mruknął biorąc łyk kawy- Nigdy go nie kochałaś, jak można poślubić kogoś takiego..? To ty wpadasz w bagno Violet nie ja..
- Daniel myślisz, że tego chce? Nienawidzę tego gościa, ale nigdy nie miałam nic do powiedzenia. Zawsze rodzice mówili..
- No właśnie zawsze ich sie słuchałaś. Dlaczego nie posłuchasz głosu serca?
- Oj przestań pieprzyć, co cię tak nagle wzięło na " Posłuchaj głosu serca"?
- Bo widzę, że każdego dnia jest z tobą gorzej. Dusisz się Violet, im dłużej będzie słuchać rodziców tym będziesz miała gorzej- odparł. Wiedziałam, że miał rację, ale co ja miałam zrobić? Nigdy nie miałam wyboru.
- Muszę spadać Selena na mnie czeka- zmieniłam temat i ściągnęłam z oparcia płaszcz.- Pamiętaj Daniel ostrzegałam cię. Nie rób nic głupiego.

- Wiem Vi, nie bój się.
- Lecę, trzymaj się- mruknęłam i skierowałam się w stronę wyjścia. Nie chciałam by widział, że chce mi się płakać z powodu mojej sytuacji. Rodzice kazali wyjść mi za Jake, żeby ukręcić interes. Sprzedali własną córkę. Zapięłam guziki płaszcza i schowałam ręce do kieszeni idąc powoli w kierunku parku. Podniosłam głowę słysząc wesołe śmiechy imprezowiczów, ile ja bym dała, żeby móc się trochę rozerwać. Ale nie mogę. Najpierw nauka. Tak to się skończyło, że mam jedna przyjaciółkę, do tego mam dwa zawody sercowe, o których rzecz jasna rodzice nie wiedzą. Usiadłam na ławce i czekałam. Miałyśmy razem z Sel wracać do akademika, lecz minuty dłużyły się a na dworze robiło się coraz to zimniej. 
Westchnęłam, masując dłońmi zmarznięte kolana. Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Zbliżała się 21, postanowiłam jeszcze trochę poczekać, bo znając życie jak sobie pójdę to zrobi mi takie kazanie, jakie popamiętam do końca życia.

Nie wiem ile czasu minęło, ale niebo zrobiło się całkowicie ciemne, odgłosy balujących imprezowiczów zniknęły, gdy skręcili za rogiem. Zostałam sama. No dobra jest parę gołębi i wiewiórek. " Nie ma, co. Cudowne towarzystwo".

Po prawie dwóch godzinach czekania  wstałam i skierowałam się w stronę lasu. Jedynie tak dało się dojść do akademika. Żałowałam jednak, że nie postanowiłam iść szybciej. Spacer po parku o prawie północy nie jest cudowny. Tak to, chociaż wracałabym z miłą panią z pieskiem, a teraz musiałam iść całkiem sama.
Wracanie przez ciemny las nigdy nie należało do najprzyjemniejszych szczególnie samotny powrót. Pomimo iż z ojcem mieliśmy różne zdania zrobiłabym wszystko by się teraz do niego przytulić. Wiem, może to dziecinne, ale ja naprawdę boje się wracać sama.
Usłyszałam jakiś szmer, więc odwróciłam się nerwowo, wiatr rzucił mymi włosami do tyłu tylko grzywka padała mi na twarz. Odgarnęłam grzywkę z twarzy by lepiej widzieć. Rozglądałam się, dokoła lecz byłam sama. Las wygadał się mroczny i tajemniczy. Cienie, jakie rzucały drzewa, przez pełnie, jaka była na niebie pogarszała tylko wygląd obecny lasu.
Serce biło mi w piersi jak oszalałe, oddech zrobił się szybszy a oczy zapewne straciły niebieskie kolory. Patrzyłam z przerażeniem na to, co tu się działo. Obejrzałam się jeszcze raz i ruszyłam przed siebie, po czym wyciągnęłam telefon z kieszeni. Wybrałam numer do Seleny, jednak, gdy usłyszałam w komórce jakieś trzaski, zasięg był bardzo słaby i znikał, co kilka sekund.
- Nie rób mi tego.. Błagam- wyszeptałam popatrzyłam na ekran gdzie pojawił się sygnał połączenia.
Jednak nie odebrała Selena odezwała się jej skrzynka pocztowa.
" Cześć tu Selena, nie mogę teraz rozmawiać, ale oddzwonię, tylko nagraj się po sygnale"
- Jasna cholera gdzieś ty jest!? Zafundowałaś mi samotny powrót przez ciemny las, całkiem samej o północy. Miałyśmy razem wracać, a ty zostawiłaś mnie samą. Jeśli poszłaś z Erickiem to cię zabije! Zadzwoń do mnie jak najszybciej.

Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Nie wiem, po co dzwoniłam. Dobrze wiedziałam, że odsłucha tą wiadomość dopiero za tydzień. Nagle usłyszałam dźwięk łamiącej się gałęzi, więc obejrzałam sie za siebie. 
- Boże niech to się skończy- wyszeptałam i wypuściłam powietrze. Gdy nagle ktoś zakrył mi usta. Zaczęłam się szarpać, lecz ten ktoś okazał sie silniejszy.
- Piśnij tylko a cię zabije..
- Nie groź mi- warknęłam.
- Nie grożę obiecuje- Poczułam jak przykłada mi do szyi coś zminego. Trzymał przy moim gardle nóż, gdy nagle wypuścił mnie i rzucił a ja upadając walnęłam o drzewo.
- Odejdź pierdolony zboczeńcu!- Wrzasknełam.
- Nie wierć się do cholery- wymierzył mi solidny policzek a ja zawyłam z bólu.
- POMOCY!
**
Płakałam, wyrywałam się, ale na marne. Miał nawet gdzie przekleństwa kierowane w jego stronę. Myślałam, że to koniec, gdy nagle usłyszałam jakieś kroki.
- Pomocy!- Wrzasknełam, za co wymierzył mi taki policzek, że zaczeło szczypać jak cholera- Pomocy!
Kroki zrobiły się jeszcze głośniejsze a ten drań wyszeptał:
- Pożałujesz tego- po czym uciekł. Skuliłam się, gdy nagle ktoś do mnie podbiegł i wyszeptał:
- Wszystko w porządku?
Zamiast odpowiedzi ryknęłam płaczem.
- Ciśś jesteś bezpieczna- szepnął, po czym zdjął swoja marynarkę i narzucił mi na ramiona- Trzeba to zgłosić.
- NIE!
- Musi zapłacić za to, co ci zrobił- powiedział gniewnie, lecz nagle jego oczy poszerzyły się, z przerażenia- Matko boska ty krwawisz.
 Drżącą ręką dotknęłam szyi i poczułam coś mokrego pod palcami, po chwili z przestrachem odkryłam, że to moja krew.
- To.. To nic, zaraz przestanie.
- Musi zobaczyć cię lekarz.
- Nie.. Proszę nie- skuliłam się i znów ryknęłam płaczem usiadł obok mnie i przytulił do siebie. O dziwo wtuliłam się w niego. Gdyby nie on nadal by..
- Mogę wiedzieć jak nazywa sie mój wybawiciel.
 Nie znajomy uśmiechnął się nieśmiało i wyszeptał:
- Michael, a ty?
- Vi..Violet- opuszkami palców dotknęłam drżących warg. Popatrzyłam na siebie ze wstrętem.
" Nikt cię nie uratuje dziecino"
Jęknęłam zrozpaczona i ukryłam twarz w dłoniach.
- Violet spokojnie.
Podniosłam wzrok i przyjrzałam mu się dokładnie. Jego oczy patrzące na mnie z troską w odcieniu niezwykłej brązowej barwy.. Nie brązowej.. Czekoladowej.
- Nie płaczemy już?- Delikatnie wytarł kciukiem moją łzę, z policzka. Ten drobny gest sprawił, że delikatny uśmiech wpełzł mi na twarz. Wyciągnął wyhaftowaną jasno-niebieską chusteczkę i mi ją podał.
Zaśmiałam się i wydukałam:
- Szkoda ją wybrudzić.
Michael zaśmiał się łagodnie, po czym dodał:
Dasz rade wstać.
- Nie wiem chyba tak.
Wstał, po czym podał mi rękę, jednak nie umiałam ustać, kolana od razu się mi ugięły. Złapałam się jego ramienia. Potrzymał mnie w pasie i rzucił:
- Wezmę cie na ręce.
- Nie!
- Nic ci nie zrobię. Obiecuje.
Chwilę milczałam, jednak nie pewnie pokiwałam głową. Wziął mnie na ręce i skierował się w jakimś kierunku, gdy dotarliśmy do samochodu. Nagle przed oczami pojawiły mi się dziwne mroczki. Michael widząc to przełknął ślinę i posadził mnie na siedzeniu, po czym sam usiadł za kierownicą i ruszył, co chwila na mnie zerkając.
- Trzymaj się Violet. Już nie daleko... Nie poddawaj się- w jego głosie zabrzmiało przerażenie.
Spojrzałam na niego i wyszeptałam:
- Nie mam siły.
- Nie rób tego Violet. Nie wolno ci zamykać oczu.. To rozkaz nie prośba. Nie rób tego Vi..
Powoli powieki same zaczęły mi opadać.
- Otwórz te pieprzone oczy- mruknął i się zatrzymał, po czym wysiadł i otworzył drzwi od mojej strony. Wziął mnie na ręce i skierował się w stronę jakiegoś budynku, po chwili byliśmy w środku, poraziło mnie trochę światło, więc zamknęłam powieki- Violet proszę, szedł gdzieś. Nim straciłam przytomność usłyszałam głos, który odbił się echem kryjąc panikę i przerażenie:


- Dzwońcie po Conrada!


Przepraszam, ze ta notka jest taka dramatyczna, ale ostatnio wzieła mnie taka wena, do tego to będzie też miało znaczenie w " Przyszłości" no, ale nic. Przepraszam za błędy. Chcecie ciąg dalszy? Acha tak wyglądają postacie.


Violet Baker ( 17 l.)
Michael Jackson (25 l.)

Daniel Baker ( 19 l.) Kuzyn Violet.
Selena Morgan ( 17 l.) Przyjaciółka Violet.