czwartek, 25 czerwca 2015

Do You Believe In Ghost; Prolog

Hej. Wiem, że wczoraj miała się pojawić nowa z TMBGITW , ale wzieło mnie na napisanie Liberian Girl.
Dzis jak wszyscy wiemy bardzo smutny dzień, dla wszystkich fanów Michaela. I planowałem to już od dawna. Dziś dodam Prolog bo tak jakoś wypadło, ale to opowiadanie będę prowadził w lato zamian za Liberian Girl. Ostatnia część  ( bo tak planuje) pojawi się na poczatku Września, wtedy też zacznę pisac Remember The Time. Natomiast dziś wrzucam to. Szczerze prolog napisałem trzy lata temu, a niedawno go znalazłem. Miałem też kilka notek co do tego. Pozmieniałem co nieco no i jest. Ale powiem od początku nie będzie tu żadnego cofnięcia w czasie, gdyż takie opowiadanie prowadzi jedna z blogerek, którego bloga polubiałem i nie chce by było, że ' zgapiam'. Więc.. fabuła będzie inna i będą całkiem inni bohaterowie( Możecie ich zobaczyc w nagłówku) i w stronie Believe In Ghost. 
No nic zapraszam do czytania. Piosenka do notki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szepty, kroki, cienie podążające za tobą? Czy kto kolwiek to zauważa? Nikt nie zwraca na takie coś uwagi, bo niby, po co. Czasem słyszymy jakiś szept tuż przy naszym uchu, ale wmawiamy sobie, że to zwykłe przesłyszenie.. Lecz czy jest tak naprawdę? Duchy.. To stwory do straszenia niegrzecznych dzieci. Umarły to umarły. Koniec kropka.

Takie przypuszczenia miałam do niedawna. Od kiedy zaczęły się dziać te wszystkie rzeczy.. Zaczęło się o wiele wcześniej, ale teraz to wszystko się nasiliło. W 2009 roku zmarł ojciec mojej największej przyjaciółki. Paris Jackson. Zapewne wszyscy słyszeli o śmierci jej ojca. Miałam to szczęście, że mogłam go poznać. Nawet mieszkałam z nimi przez pół roku... Michael Jackson zawsze okazywał się dla mnie wsparciem. Mogłam rozmawiać o nim o wszystkim. Pomimo iż nie byłam jego prawdziwym dzieckiem. Był dla mnie jak ojciec, wujek, brat.. Wiele określeń mogłabym użyć. Dzięki niemu wierzyłam, że w życiu mogę być naprawdę kimś. Niestety po jego śmierci.. Nie dałam rady. Razem z Paris załamałyśmy się... Ona próbowała się nawet zabić... Na szczęście ją odratowali. Niestety... Nie jestem jej całkowicie pomóc. Nie zastąpię jej go... Nic nie pomoże, żeby ta rana się zabliźniła...Nie po stracie takiej osoby, jaką był Michael Jackson.

Co do Paris.. Po tych kilku latach już trochę lepiej z nią. Stara się normalnie żyć i być wsparciem dla Blanketa. Nie jest mi łatwo, ale też staram się być silna. Pokazać, ze na mnie może polegać... I już prawie się nam udało osiągnąć spokój.. Zacząć żyć, gdy zaczął się prawdziwy koszmar. Na każdym kroku ktoś nas obserwuje.. Wręcz wgapia się w nas. Czasem w nocy jak jesteśmy u niej budzą nas kroki, skrzypienie podłogi, powiew wiatru... Naprawdę da się przez to oszaleć. 
Przez te wszystkie zdarzenia nasze nocne wymykanie się do klubów zostało zakończone. Wyobraźcie sobie takie coś:
Wracacie sobie spokojnie do domu, ciemną nocą przez puste ulice. Jest kompletna cisza. Nawet wiatr boi się poruszać liśćmi.. Gdy nagle słyszysz kroki, cichy oddech i głośne bicie serca. Odwracasz głowę i czujesz chłód, wgryzający się w twoje ciało aż do kości,.. Ale nie takie chłód, jaki jest na dworze.. Tylko od człowieka... Wszystko wydaje się całkiem normalne, gdy zauważasz ruch.. Ledwo, co dostrzegalny, ale.. jest cień, podążający za tobą w krok krok. Obserwujący cię, gdy ty smacznie śpisz i nie wiesz, ze on jest obok. Zastanów się.. Czy zdarzyło ci się kiedyś, że coś obudziło cie w nocy.. Jakieś  jakby szarpnięcie... A tak naprawdę nikogo nie było? Poczułaś chłód, który sprawił, że, pomimo iż jesteś otulona ciepłą kołdrą zaczynasz drzeć. Serce bije ci jak szalone... On to wie... Zna twoje myśli... Przed nim nie uciekniesz. Dopadnie cię prędzej czy później... 

Siedziałam z Paris u niej w pokoju. Przeglądałyśmy film, który nagrała wraz z swoim rodzeństwem, zwiedzając ostatnio Neverland.
- Tam jest tak cudownie. Pamiętam jak cudownie się tam mieszkało...
- Tak... To były cudowne czasy..
- Pamiętam jak miałyśmy razem pokój... Jak z tatą graliśmy w Monopoli.. Razem żartowaliśmy- wspominając o ojcu posmutniała. Ja też poczułam się dziwnie.. Pusta.. Tak.. Czegoś mi brakowało. Może wsparcia z jego strony. Kiedyś umiał mnie wesprzeć i rozśmieszyć nawet jak miałam największego doła.- Ciekawe jakby to było, jakby on żył.
- Byłby dumny, że ma takie dzieci.. I byłby zazdrosny o Masona.
- ta.. Pamiętam" Będę wypędzał twoich chłopców oknami i drzwiami jak mi się nie spodobają". Jak myślisz na serio by to zrobił?
- jakby chodziło o jego ukochaną córeczkę... Wiesz miałby rywalizację.. Nie byłby już najważniejszym facetem w twoim życiu- oświadczyłam.- Byłby tobą zachwycony.
- A o tobie, co mam powiedzieć? Miał bzika na twoim punkcie i coś czuje, że jakby miał teraz 19 a ty te swoje szesnaście mielibyście romans.
- My?
- A niby, czemu by nie? Nie podoba ci się?
- Był przystojny..Ale to twój ojciec?

- Przecież nic nie mówię...Zobaczysz spotkasz swojego księcia- powiedziała z uśmiechem.
- Księcia na białym koniu hę?- Mruknęłam spuszczając głowę- Ciekawe, kiedy.. Mój książę- zrobiłam króliczki w powietrzu- Przybędzie.
- No wiesz.. Jak chcesz..
- Nawet się nie waż mnie próbować swatać..
- Niby, czemu?
- Ostatnio źle to sie skończyło?
- Okej Josh to pajac, ale wydawał mi się miły... Tym razem miałam na myśli Prince'a.
- Lepiej nie- Paris, pomimo iż się przyjaźniłyśmy nie wiedziała o mojej fascynacji jej bratem, gdy miałam osiem lat. On miał dziesięć, ale wydawał się dla mnie cholernie męski. O moim uczuciu do Prince'a wiedział tylko Michael... Zabrał tę tajemnicę ze sobą do grobu. Dotrzymał słowa, że nikomu nic nie powie.
- Jak wolisz..
- Cześć dziewczyny, co robicie?- Do środka weszła Pani Katherine. Babcia Paris. Uśmiechnęłyśmy się do niej.
- Pokazuje Kate film, który nagrałyśmy...
- Powinniście się raczej uczyć do szkoły..
- Szkoła nie zając nie ucieknie- mruknęła Paris przewracając oczami- Z resztą koło mnie siedzi prawdziwy kujon-  szturchnęła mnie łokciem.
- hej! Co to miało znaczyć?- Oburzyłam się.
- Wiesz Paris, dobrze się uczyć to nic złego. Na przykład twój tato uwielbiał się uczyć.
- tata i nauka?
- Nom.. Twój ojciec zdawał 89 roku szkołę.. Bo waszym wieku nie mógł. Pokochał naukę, a z książkami siedział cały czas.
- Normalnie jak Kate.
- Książka pozwala mi się oderwać od rzeczywistości- mruknęłam nieśmiało.
- Jakbyś była córką Michaela, to bym powiedziała, że jesteś jak cały ojciec.. Ale w takim przypadku.. Jesteś bardzo do niego podobna.
- Może o czymś nie wiemy..
- Paris- rzuciłam przewracając oczami- Nie podejrzewaj swojego ojca o takie rzeczy.
- No, dobra nic nie mówię. Milczę jak grób... Hymn naszła mnie ochota na obejrzenie Ghost'a od taty.. Co ty na to?- Popatrzyła na mnie.
- Naoglądacie sie tych filmów a potem nie umiecie spać.
- to nie przez filmy- Paris przygryzła wargę. Ona też się obawiała. Dziś pierwszy raz od dawna nie czujemy się obserwowane.
- No, ale mniejsza.. Jedziemy do Janet.. Jedziecie z nami.
- Zostaniemy..
- To będziecie z Princem i Tito- uśmiechnęła się i wyszła- Nie siedźcie za długo przed tym laptopem.
- Dobrze babciu..
- Do widzenia.
- Pa dziewczyny- wyszła z pokoju zostawiając nas same.
- Naprawdę uważasz mnie za kujonkę?
- Eee.. Taką małą. Musisz gdzieś wychodzić. Na przykład.. Pamiętasz, ze nie było imprezy na Walentynki, co nie.. Patrice i reszta urząd walentynki w lokalu jej mamy.

- Po pierwsze nie obchodzę walentynek. Dwa one były 14 lutego. Pomyliły się im daty.

- Oj no weź.. To są spóźnione walentynki, ale będą cudowne.
- Nie wiem.. Nie przepadam za walentynkami...
- Maruda- fuknęłam pod nosem słysząc to.
- Kto był z wami w Neverlandzie?- Zagadnełam wesoło zmieniając temat.
- No my, ciocia Janet i Babcia...Ale czułam tam obecność taty- oświadczyła wesoło- Tęsknie za nim. Nagle się wyprostowałam i przełknęłam głośno ślinę.
- Paris.
Hymn?
- Cofnij i zatrzymaj.. Do 26 minuty.
- Równo?- Pokiwałam głową. Wykonała moje polecenie.- Co jest kate?
Palcem wskazałam na rozmazaną postać.
- kto to jest?
- Nie mam pojęcia.. Nikogo takiego nie widziałam... Nie było tam go prędzej- powiedziała nerwowo.- Co jeśli to?.
- Powiesz duch a walnę cię z poduszki.
- Daj sobie przegadać Kate.. To duch.. Nie ma innego rozwiązania. To go widziałaś ostatnio w kuchni.. Jak w nocy wróciłaś po imprezie- wyczytała odpowiedź z mojej twarzy.
- Nawet, jeśli to skąd możemy mieć pewność, ze to twój tato..
- Kiedyś słyszałam.. źe duchy da sie wyłapać w nocy na filmach, i na zdjęciach.. Ale nie tylko w nocy...I.. Da sie usłyszeć ich głos na dyktafonie, jak puści się nagranie od tyłu.
- Masz dyktafon?
- Prince ma- popatrzyłyśmy się na siebie, po czym zerwałyśmy się na równe nogi.

- Prince daj dyktafon- wparowałyśmy do jego pokoju. Siedział z jakąś laską na łóżku, a gdy nas usłyszał odskoczyli od siebie. Widziałam jak naciąga sweter, który " przypadkowo" się podwinął do góry. Przewróciłam oczami, i oparłam się o framugę drzwi.- Daj dyktafon- powtórzyła Paris.
- Po jaka cholerę?
- Musimy coś sprawdzić.- Poszedł po dyktafon, po czym podał go swojej siostrze.
- I następnym razem się puka.
- Następnym razem podniecajcie się w nocy- Paris wybuchła śmiechem. Dziewczyna Prince'a spaliła buraka, a ten zrobił oburzoną minę- Może jest ściana, ale słychać jęki i westchnienia.
- zawsze jesteś taka rozgadana.
- A co boli cię szczerość? Okej zamknę się.. Po prostu ucisz swoją dziewczynę.. Nie wiem daj jej zatyczkę do ust, .. lub zaklej jej je taśmą.
- Kate ma rację.. To robi u mnie odruchy wymiotne.
- Wy..- Zaczął.
- Wiesz, co Prince.. Nie martw się... Z wiekiem będziesz lepszy.. Jest dla ciebie nadzieja... Może będą z ciebie ludzie- oświadczyła Paris i wymaszerowała z pokoju.
- Sandro zaczekaj- rzucił do swojej laluni.
Wszedł razem z nami do pokoju Paris.
- Po jaką cholerę wam dyktafon..?- Oparł się o ścianę zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Zaraz się dowiesz.. Jak sie się puszcza to do tyłu?- Prince jej pokazał. Wtedy puściłyśmy nagranie od 25 minuty. Było słychać śmiechy, szmery.. Gdy usłyszeliśmy dość chrypliwy głos..
- Tęskniłaś..?- Zatrzymałyśmy nagranie. 
- Kto to?- Zaciekawił sie Prince siadając obok.- Normalnie tego nie słuchać.
- Ty nam powiedz, znasz o tę osobę- pokazałam mu na filmie.
- Nikogo takiego tam nie było.
- Paris masz same zdjęcia- pokiwała głową. Wyszukała na komputerze zdjęcie i je przybliżyła w tym samym czasie puszczając nagranie.
- Tęskniłaś córeczko...
Popatrzyliśmy po sobie. Tylko jedna osoba ma taki głos.  I tylko jedna osoba może straszyć w Neverlandzie.
- Tato? To ty?- Spytała Paris patrząc na rozmazaną sylwetkę na zdjęciu.








Przepraszam. za błędy. Dzis niestety smutna data. 
Dziś jak już napisałem powyżej smutny dzień, ale nie oznacza to, że mamy siedzieć pod kocem i płakać. To nic nie da... Michael był i na zawsze będzie przy każdym jego fanie. On czuwa nad nami.. i w ciężkiej chwili chociaż my go nie widzimy po prostu jest. Michael nie chciałbyśmy się załamywali. Każdego z nas bardzo kochał.. i gdy jego fani cierpieli.. on też cierpiał. Może to dziwnie zabrzmi.. bo czasem mam tak, że weżmie mnie  coś i zrobi mi się przykro ( z jego powodu)... ale czuję się tak.. jakby on cały czas żył. Wyobrażam sobie, ze siedzi z ( już dorosłym Princem, i prawie pełnoletnią Paris) oraz Blanketem, grajac w jakaś grę i po prostu dobrze się bawiąc. 
 To że nie nie śpiewa i nie występuje nic nie oznacza. Ważne jest to, ze jest przy nas duchem.
Nie zapominajmy o nim. Bo był cudownym człowiekiem. Jego życie skończyło się za szybko.. niestety...ale w naszych sercach będzie żył na zawsze.


Pozdrawiam. Mike

czwartek, 18 czerwca 2015

Wszystko zaczeło się tak...

Przepraszam, że nie pojawiła sie nowa The Most Beautiful Girl In The World. Jutro pojawi się na sto procent, a teraz zapraszam na " przypadkowe: opowiadanie, a raczej jedną część jaką udało mi się napisać.


Szczerze jakby ktoś prędzej mi powiedział, że przeprowadzę wywiad z samym Michaelem Jacksonem... Wyśmiałabym go. Ja stażystka? Owszem Ashley, która ma już kilka lat to rozumiem, ale dlaczego właśnie ja. Nie znam się na tym... Dopiero zaczynam. Do wydawnictwa zostałam przyjęta dwa miesiące temu. Dwa razy przeprowadzałam jakiś wywiad, ale nie z gwiazdą takie formatu. Pewne jest jedno. Spieprzę ten wywiad po całości.
Stoję i patrzę w lustro. Od godziny przebieram ubrania, żeby wyglądać jak normalny człowiek. Oczywiście... Nie udaje mi się to.
- Nie rozumiem, czym się tak przejmujesz- odpowiada Meggie, siadając na moim łóżku- jesteś laską i powalisz go na kolana.
- Musze jakoś wyglądać- odpowiadam starając się zachować spokój.
- Jakbym ja miała taką szansę...
- Nie spieprzyłabyś jej tak jak ja- wtrąciłam przygryzając wargę.- Jestem w wydawnictwie od niedawna. Nie prosiłam, żeby przeprowadzać z nim wywiad.
- Spokojnie Ali- podeszła do mnie i położyła rękę na moim ramieniu.- Masz pytania.
- Ta.. Ee.. Szef mi jakieś dał..
- Nawet ich nie przejrzałaś?- Zapytała z niedowierzaniem.
- Nie miałam, kiedy. Wczoraj wieczorem się dowiedziałam o tym wywiadzie- powiedziałam wypuszczając powietrze z ust.
- No to kicha.
- Wielkie dzięki- mówię z sarkazmem.
- Po prostu się nie denerwuj.
- Mam przeprowadzić wywiad z Michaelem Jacksonem do najnowszego wydania gazety Rolling Stone.. I ja mam być według ciebie spokojna?- Popatrzyłam  na nią jak na idiotkę.- To nie jest byle, kto...
- Spokojnie Alice...
- Żadne spokojnie Meg, spieprzę to- powiedziałam bezradnie siadając na łóżku- Nawet nie wiem, w co się ubrać.
- Ubierz tą białą koszulę i czarne dżinsy.
- Myślisz.
- Acha..Gdzie macie przeprowadzić wywiad?
- U niego w domu w..
- Neverlandzie?
- ta... Mam tam być na 15:40..
- Echem Ali ja nic nie mówię, ale..- Pokazała mi na zegar.
O Kuźwa.
- spóźnię się sie no, ładnie..-  Szybko ściągam z siebie szary podkoszulek i narzucam białą wyprasowaną koszulę. Na nogi ubieram trampki, chwytam moją torbę, w której mam dyktafon, i notes z pytaniami, i narzucam na siebie marynarkę, po czym wybiegam z pokoju.
Gdy jestem przed naszym blokiem, i podchodzę do samochodu słyszę głos Meggie.
- Alice spokojnie, bo się zabijesz!
- Dzięki będę pamiętać.
- Oddychaj- poleciła uśmiechając się.
Świetnie. Nabija się. Ciekawe, co by ona zrobiła jakby była na moim miejscu.
Przeprowadziłaby najlepszy wywiad na całym świecie...- Podpowiedziała mi podświadomość. Rzucam torebkę na siedzenie, po czym siadam na miejscu kierowcy i zapinam pasy. Przymknęłam oczy i wzięłam jeden wielki wdech.
" Okej Alice zrób najlepszy wywiad w swoim życiu"- mówię w swoich myślach, po czym odpalam.

Po półgodzinie byłam na miejscu. Podjechałam pod wielką złotą bramę z napisem Neverland. Wtedy zauważam ochroniarza stojącego przy bramie. Odsuwam szybę.
- ja do pana Jacksona. Miałam przeprowadzić wywiad.
- Imię i Nazwisko?
- Alice Mason- powiedziałam, po czym wyciągnęłam z torebki plakietkę mojego wydawnictwa.
Ochroniarz skinął głową wtedy brama się otworzyła, a ja głośno wypuściłam powietrze.
Odpaliłam i powoli ruszyłam. Rozglądałam się dokoła. No takiego czegoś się nie spodziewałam. Zaparkowałam swój wóz, po czym opadłam na siedzenie. Głośno przełknęłam ślinę.
" No dalej Alice. Musisz dać radę. Od tego zależy, czy dalej będziesz mogła pracować w wydawnictwie. To nikt ważny. To tylko Michael Jackson"- uspokajałam się w myślach. Wzięłam swoją torbę, po czym wysiadłam. Wtedy podszedł do mnie ochroniarz nr 2. Jestem ciekawa ilu ich tu jest.
- Panna Mason jak mniemam.
Potwierdziłam skinieniem głowy.
- Proszę. Pan Jackson na panią czeka- uśmiecha się uprzejmie. Podążam za nim jak cień. Wtedy wchodzimy do środka.
Przemierzając gustowny korytarz rozglądałam się dokoła. W pewnym momencie popatrzyłam do góry, gdzie na samym końcu pełnych wdzięku i klasycystycznych schodach, opierając się o balustradę stał ten, o kogo było tyle zamieszania. Przełknęłam ślinę. On widzą mnie zszedł powoli na dół, nie spuszczając ze mnie wzroku.

Ubrany w białą elegancko wyprasowaną koszulę, oraz czarne dżinsy, wyglądał bardzo przystojnie. Jego loki opadały na ramiona, a na twarzy gościł uśmiech.
Gdy stanęliśmy ze sobą, twarzą w twarz uśmiechnął się szeroko, a ja po raz kolejny przełknęłam ślinę, po czym przygryzłam wargę.
- Witam. Michael Jackson- wyciągnął dłoń w moim kierunku. Nieśmiało ją ujmuje i uścisk uje.
- Alice Mason- wydukałam nieśmiało.
- Proszę za mną- odparł. Pokiwałam głową, po czym udałam się za nim do ogromnego pomiesznienia.. No pokoju, tyle, że pokój to.. Nie jest w stanie opisać tego wnętrza. Niesamowity wystrój pokoju nadawał mu odpowiedni nastrój oraz tajemniczość. Był on zaprojektowany w stylu glamour. W kącie stał czarny fortepian. Na ścianach wisiało pełno obrazów, które były niezwykłe. Po tym wnętrzu dało się stwierdzić, iż jego właściciel ma gust.
- Usiądźmy, więc- odparł Michael przywracając mnie do życia. Nieśmiało usiadłam na białej kanapie, przecierając dłonie. Michael usiadł na przeciw mnie w fotelu.
- To pani pierwszy wywiad.
Otwieram usta by coś powiedzieć, jednak tylko udaje mi się kiwnąć głową- Widać. Niech pani się odpręży.
Wzięłam jeden wielki wdech, po czym przeniosłam wzrok na obrazy.
- Są piękne.
- W pełni sie z panią zgadzam, panno Mason- uśmiecha się. Ja w tym czasie czuje jak sie rumienię.
- Przepraszam-bąkam- Nie jestem do tego przyzwyczajona, to mój pierwszy raz..
- Ależ proszę się nie spieszyć i nie denerwować.
- Nie będzie panu przeszkadzać, jak nagram odpowiedzi na dyktafon. Uważam, ze tak..
- Nie przeszkadza mi to..
- świetnie- przełykam nerwowo ślinę.- Mam kilka pytań do pana, Panie Jackson- dodaje.
- Tego właśnie oczekiwałem- odpowiada, starając się ukryć uśmiech.
- No to tak.. Jak na swój wiek osiągnął pan bardzo wiele. Pański album Thriller stał się prawdziwym fenomenem, a ostatnia płyta Bad też podbiła wszystkich serca i bardzo dobrze się sprzedaje... Czy teraz po wydaniu tych albumów jest panu ciężko dalej tworzyć?
- Oczywiście. Nie jest łatwo prześcignąć samego siebie. Im dłużej sie pracuje tym... Jest trudniej. Gdy wydałem Thrillera, praca nad płytą Bad była bardzo trudno, bo wiedzieliśmy, że konkurujemy ze samymi sobą.
- Mówiąc my ma pan na myśli Pana Jonesa?
- Tak.
- Czy to prawda, ze pan nie będzie już współpracował z Panem Jonesem?
Wciąga powietrze.
- Quincy wiele mi pomógł, lecz ja idę cały czas do przodu. Nadal mi pomaga, ale oboje uznaliśmy, że lepiej będzie dla mnie jak teraz zakończymy ze sobą współpracę.
- A co powie pan o nowym albumie? Było trudniej panu tworzyć i umieszczać te wszystkie piosenki na płycie bez Pana Jonesa?
- Na początku nie umiałem się przyzwyczaić. Q umie świetnie doradzić.. Dopiero po jakimś czasie przyzwyczaiłem się do tego, ze było w studiu z nami Quincego.
- Rozumiem- zatykam niesforny kosmyk włosów za ucho.- A co z piosenką Black or White? Kto pana zainspirował do stworzenia takiej piosenki?
Uśmiecha się.
- Black or White chodziła mi po głowie od dawna panno Mason. Pewnego dnia po prostu usłyszałem tę melodię w głowie.. I tak powstało Black Or White.
- Czy jest ktoś, kto pana inspiruje do napisania jakiś piosenek?
- Czasem tak.
- Jak Pan myśli, jaki jest pana cel na tym świecie?
- Dawanie radości.. Przez moją muzykę oraz taniec.. Pomaganie innym... Każdy ma jakiś cel.. Ja chce pomagać i uszczęśliwiać innych poprzez moja muzykę.
- Emm dobrze- zerknęłam w notki.- Jest wiele plotek, co do orientacji seksualnej pana- mówiąc to byłam cała czerwona- Jest pan gejem?
- Nie. Ale też nie mam  nic do homoseksualistów- powiedział zaskoczony- ale nim nie jestem. Ja wolę kobiety..
- Przepraszam pana, ale tu jest tak napisane- pokazałam mu notes.
Zaśmiał się.
- Nic się nie stało, Panno Mason.
- Dobrze..Skoro pan nie jest gejem.. To pański związek z Madonną to prawda?
- Nie.. To nie jest do końca panno Mason- zaraz... Chwila moment. Czy on mi sie tłumaczy. O kuśwa..
- Nie musi mi się pan tłumaczyć- wtrąciłam pośpiesznie, na co wybuchł śmiechem, a ja spaliłam buraka.
- Chodzi mi o to, ze.. Byliśmy na kilku randkach, ale nic z tego nie wyszło.
- Planuje pan powiększyć rodzinę- cień uśmiechu przemknął mu przez twarz.
- Oczywiście.
- A co z pomaganiem? Daje pan wiele pieniędzy na cele charytatywne.
- Kocham pomagać. Dzieciom w szczególności..
- Skąd  ta więź z dziećmi. Zawsze otaczają pana dzieci..Dlaczego pan się tak dobrze z nimi dogaduje?
- Cóż.. Mamy wiele podobnego... Nie miałem tego, czym ludzie mogą nazwać dzieciństwo. Do tego, gdy zacząłem dorastać one..Nie zmieniły nastawienia do mnie. Dlatego jestem im wdzięczny.
- A wracając do " randek".. Umawia się pan obecnie z kimś?- Spytałam przygryzając wargę.
- Nie obecnie nie...
- Jakie kobiety.. Pana pociągają? W sensie interesują?- Dodałam z uśmiechem.
Michael zamyślił, się na chwilę, po czym odparł:
- Zacznę może tak..
Nie podobają mi się kobiety, które ciągle mówią: „Muszę sobie zrobić paznokcie. Muszę zrobić pedicure. Potrzebuję manicure”. Nienawidzę tego. Podoba mi się, kiedy dziewczyny są bardziej chłopięce. Kiedy się siłują, wspinają na drzewa... Uwielbiam to. To jest dla mnie bardziej sexy. Ale podoba mi się też klasa. Klasa jest wszystkim. A i mus być wobec mnie szczera.
- A mógłby pan powiedzieć dokładniej z charakteru?
- Miła, zabawna, troskliwa, no może trochę złośliwa..żeby nie przytakiwała mi zawsze dla tego, ze mam na nazwisko Jackson. Żeby umiała mnie wesprzeć i doradzić...
- No, to wszystko. Bardzo panu dziękuje- powiedziałam wyłączając nagrywanie.
- Cała przyjemność po mojej stronie- uśmiechnął się pesząc mnie przy okazji- Ma Pani chwilę?
- Nie rozumiem?
- Może przejdziemy sie i pokaże pani okolice.
- Nie naprawdę nie trzeba- powiedziałam pośpiesznie.
- Jak Pani nie chce- posmutniał.
- Nie, ze nie chce, ale... Nie chce robić kłopotu.
- To nie będzie kłopot Pani Mason.
- W takim razie chodźmy Panie Jackson.


Po półtorej godziny zwiedziliśmy już wszystko. To miejsce naprawdę było magiczne. Więc postanowiłam dodać kilka pytań, co do Neverlandu a Michael zgodził sie udzielić odpowiedzi. Potem poszliśmy do kina ( nie wiem ile słodyczy zjadłam... I wole nie wiedzieć, jak to się odbije na mojej figurze) nigdy nie przepadałam, za jedzeniem dużej ilości jedzenia. Po ludzku nie daje rady.
Obejrzeliśmy film ( rzucając w siebie popcorn), Jednak, gdy wyszliśmy z kina, znów przeszliśmy na Pan I Pani.
Stałam przy moim samochodzie. Michael postanowił mnie odprowadzić. Rzuciłam torbę do środka, po czym odwróciłam się w stronę Michaela.
- Miło było Panią poznać.
- Pana również.
- Chciałbym coś o pani wiedzieć? Pani już się dowiedziała o mnie, co nieco.
Niech pan mi uwierzy, moja historia jest nudna jak flaki z olejem- mówiąc to szeroko się uśmiechałam.
- Nudna?
- Ta..
- Nie wierzę ci- oparł się o karoserię samochodu- Na pewno skrywasz jakiejś mroczne sekrety.
- Ta dokładnie...

- Jesteś morderczynią swojego chomika.
- Matko masz mnie- wydusiłam chichocząc- Ale to był przypadek. Gryzek bardzo lubił swój pokarm. Nie chciałam go przekarmić- Michael słysząc zaczął się głośno śmiać.
- Przekarmiłaś swojego chomika na śmierć?
- Tak.. Ale nie mów tego nikomu dobrze?
- Ile jeszcze tajemnic skrywasz, co?
- Masę... Przerazisz się.
- Psychopatka, morderczyni biednego chomiczka przeprowadzała ze mną wywiad. Ja to mam farta.
- Idiotów do siebie przyciąga...
- Uważasz, ze jestem idiotą?

- Niedorozwiniętym psychicznie raczej- zrobił poważną minę, a ja myślałam, ze go obraziłam- Żartuje... Ja tylko- plątałam się, podczas gdy on wybuchł śmiechem.
- Żałuj, ze nie widziałaś swojej miny.
- Kanalia... Musze jechać. 
- Ale, ze już?
- Tak wredny facecie o cudownym głosie jak wróbelek i tańcu jak w smerfach.
- Fanka smerfów się znalazła.
- A żebyś wiedział... A co zabronisz mi. Nic nie możesz- pokazałam mu język.
- To było nie uprzejme.
- A kto pół godziny temu się ze mnie nabijał i pokazywał język?- Założyłam rękę na biodrze. Michael spłonął rumieńcem na twarzy i spuścił głowę.- Ha.. I co wygrałam. No dobrze uciekam.
- Ale zobaczymy się jeszcze? 
-Ta w kawiarni Rainbow codziennie rano piję tam herbatę i jem muffinkę jagodową- odparłam z uśmiechem.
- No to widzimy się tam jutro o 8:30...
- Okej, ale jak się spóźnisz to oberwiesz w łeb, bo będę musiała jeszcze zdarzyć do pracy.
- Okej. Umowa stoi. Do zobaczenia Panno Mason.
- Do zobaczenia Panie Jackson.
Wsiadłam do samochodu, i już chciałam odpalić, kiedy Michael odparł:
- Uważaj na siebie..
- Okej, postaram się... 
Odpaliłam, po czym ruszyłam, a już po chwili znalazłam się poza piękną krainą, w której marzenia spełniają się naprawdę....

 Bohaterowie:
Alice Mason. 21 lat.

Michael Jackson. 33 lata.



Przepraszam za błędy. I za taego typu rzeczy.
Pozdrawiam. Mike

niedziela, 14 czerwca 2015

Serdecznie Zapraszam






Blog O Michaelu Jacksonie oraz Angie Castello znajduje się teraz pod adresem 
----------> LINKIEM <----------------------
Serdecznie wszystkich zapraszam.

wtorek, 19 maja 2015

Don't Walk Away 9 Part I

Wiem, że miała się pojawić nowa z Liberian Girl, ale wrzucę ją jutro zamist TMBGITW. Gdyż teraz jestem w " uderzeniu" i mam kilka pomysłów na Don't Walk Away, nie zawsze będą to dobre scenariusze. Pozdrawiam. Mike



Staliśmy na deszczu. Serce waliło mi jak młot, bałam się, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Jak sie czułam? Było coś w tym pocałunku.. że nie chciałam przerywać. Znów czułam te pieprzone motylki, dreszcze, ale czy byłam, aby gotowa? Michael czując, że nie odwzajemniam odsunął się ode mnie.
Spuścił głowę, po czym szepnął zawstydzony:
- Przepraszam.
Nie byłam wykrztusić siebie, żadnego słowa. Patrzyłam na niego gubiąc się w własnych uczuciach.
- Rose wybaczysz mi?
- Tak- powiedziałam bez wahania.- To..To było miłe- popatrzył na mnie uśmiechając się niewinnie- Przyjacielski gest?
- Przyjacielski gest- uśmiechnął się.

- To jak idziesz mnie odprowadzić.
- A mam wybór?- Wzruszyłam ramionami.
- Niewielki.
Michael pokręcił rozbawiony głową, po czym rzucił:
- Wracajmy. Późno już, a ty jesteś cała przemoknięta.
- Michael, co się stało, widzę, że coś cie gryzie.
- Nie wydaje ci się... Chciałem ci coś powiedzieć.
- To powiedz- mruknęłam, Michael pokręcił głową i przygryzł wargę.
- Nie teraz. Nie chce cię stracić- mruknął, po czym poszedł wymijając mnie.
- Michael powiedz, przecież to nie zaważy na naszej przyjaźni, co nie?
- Chciałbym tak myśleć- szepnął.- Znienawidziłabyś mnie.
- Jesteś nadal z Brooke?
- Nie chodzi o nią.
- Ale ma z nią związek.. Nadal z nią jesteś- rzuciłam, śmiejąc się zirytowana- Traktuję cię jak zabawkę, a ty nadal..
- Rose odpuść.
- Jesteś dla niej zabawką- warknęłam.
Odwrócił się i wyszeptał:
- A dla ciebie, kim jestem?

Stałam jak wryta.
No właśnie, kim jest dla mnie Mike?
Milczałam. Spuściłam głowę. Usłyszałam jak Michael prysnął krótkim śmiechem.
- Tak jak myślałem.
- Na pewno nie jesteś zabawką..
- Więc kim jestem? Rose, kim..
- Przyjacielem, a kim miałbyś być?- Zapytałam przygryzając wargę.
- Nikim.. Masz rację.. Jestem przyjacielem.
- Michael..
- Chodźmy- powiedział obojętnie.
Skinęłam głową i szłam za nim, nie odzywając się do niego ani słowem. Rozmyślałam nad danym pytaniem. Michael jest dla mnie tylko..Tylko przyjacielem? Spojrzałam na Michaela. Szedł pogrążony w własnych myślach.
- Przepraszam.
- za co?- Zatrzymał się.
- Za to, że nie spadłam z tego mostu i musiałeś mnie poznać, a teraz musisz znosić moje pieprzone humorki- odparłam, po czym uciekłam z płaczem. To było oczywiste, że mnie dogonił. Złapał mnie za łokieć i odwrócił w swoją stronę.
- Nigdy tak nie mów. Nigdy! 
- Ale Michael.
- Zamknij się. Wkurzasz mnie tym gadaniem- syknął- Idziemy.
Świetnie obraził się. Jeszcze tego mi trzeba było. Jeden pieprzony pocałunek zmienił wszystko. Po prostu cudownie.
***
Kilka tygodni później:

Nadal miałam napięte kontakty z Michaelem. Dzwonił raz na jakiś czas, ja pisałam do czasu jakiegoś esemesa, ale po za tym, czułam sie tak jakbyśmy w ogóle się nie znali. Postanowiłam, więc odwiedzić moją dawną znajomą, z którą ostatni raz rozmawiałam przed moją próbą samobójczą. Zapukałam do drzwi i czekałam. W końcu otworzyła drzwi i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Wyglądasz tak jakbyś zobaczyła ducha- oświadczyłam.
- teraz sobie przypomniałaś o przyjaciółce?
- Oh Isabel, nie zaczynaj. Mogę wejść.
- Ee, bo ja..Ta wchodź- rzuciła. Niepewnie weszłam do środka, od razu poczułam dym z papierosów, oraz zapach alkoholu.
- Co tu..- Weszłam do salonu. Jednak najbardziej zaszokowała mnie kartka z białym proszkiem.- Ty bierzesz?
- Nie twój interes.
- To narkotyki.
- Mała wyluzuj- mruknął jakiś chłopak siedzący na kanapie. Widać było, że był pod wpływem.
- Nie wyluzuje, bo cholera jasna, to ciebie zabije- warknęłam zerkając na Issę.
- Lalu wyluzuj,.. Może jesteś podniecająca jak się denerwujesz, ale.
- Stul Dziób- syknęłam.
- Że co?
- Nie pozwolę Isabeli się zniszczyć.
- I co zrobisz?- Zapytała siadając na kanapie.
- Coś dobrego- mruknęłam, po czym wyszłam. Nigdy nie podejrzewałabym jej o takie coś. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Michaela.
- Halo.
- Mike, możemy pogadać?
- Ta, czemu by nie..

Opowiedziałam mu o wszystkim, co widziałam u Isabeli. Nie krył zaskoczenia.
- Michael, co ja mam zrobić. Nie chce donieść na nią..
- Nie wiem. Ale jesteś pewna, że to była heroina?
- Nie trzeba być geniuszem, żeby się domyśleć- mruknęłam.- Michael nie chce jej zrobić problemu, ale nie chce też, żeby się wykończyła- dodałam.
- Razem coś wymyślimy, co? Przyjadę wieczorem.
- Czekam..
- Nie zamkniesz mi drzwi przed nosem.
- Jak będziesz grzeczny to nie- roześmiałam się.- Brakowało mi tego.
- Mi też, dobra kończę, a ty wracaj do domu- polecił- Czekaj na mnie.
- Zostały 3 godziny do wieczora.
- No, właśnie to tylko chwilka.
- Ha.. Ha ha.
- Całuje pa- rozłączył; się. Pokręciłam głową, schowałam telefon do kieszeni i udałam się do domu.
***
Michael przyjechał wieczorem. Tak sie jak umawialiśmy. Niestety był Mark, i domyśliłam się, że zacznie dogadywać Michaelowi.
- My idziemy do mnie- oświadczyłam.
- Rose możemy pogadać?- Spytał Mark.
- zapomnij. Nie mamy, o czym.
- Juz nie pamiętasz, co nas łączyło? Myślałem, że ten pocałunek...
- Jaki pocałunek?- Zapytała, Roxy.
- Bo, jak ty pojechałaś, to.. To Mark mnie pocałował.
- A może ty jego.
- Jak możesz tak myśleć- powiedziałam, spojrzałam na Michaela. Wyglądał na wkurzonego. A tego, co ugryzło? Złapałam Michaela za rękę i pociągnęłam za sobą do mojego pokoju.- A ciebie, co ugryzło?
- Całowałaś sie z tym palantem.
- To on mnie pocałował. I nie rób scen zazdrości, okej?
- Nie robie scen zazdrości- mruknął.
- Zazdrośnik- przytuliłam się do niego. Tak strasznie mi go brakowało. Zabolało mnie jednak, gdy Michael nawet mnie nie przytulił i był obojętny- Okej, jak chcesz- podeszłam do okna. 
_ No, co?
- Nic?.
- Opowiesz mi, co się stało?
- Co łaskawie mnie wysłuchasz, co..
- O co znów ci chodzi?
- Mówisz, że to ja jestem obojętna, a tak naprawdę nie jesteś lepszy.
- Jesteśmy przyjaciółmi pamiętasz.
- jasne po prostu przeleciałeś Brooke.
- Nawet, jeśli to nie twoja sprawa.
- No i dobrze, idź sobie nawet do burdeli. Wszyscy jesteście tacy sami.
- Rose nie przyjechałem sie kłócić- podszedł do mnie- Przepraszam, za tą obojętność. Zachowuje się jak debil.
- A ja jak debilka- odwróciłam się.
- To jak Rozejm?
- Rozejm.
***

Roxy się na mnie obraziła. Baa wyprowadziła, się, a Mark cudowny też. Zostałam teraz sama. Ale jest plus. Pogodziłam się z Michaelem. Wracałam akurat z zakupów, kiedy usłyszałam znajomy głos. Należał do tego faceta, który był u Isabeli.
- Posłuchaj mnie pieprzona dziwko..
- Hej przystopuj okej.
- Nie przerywaj. Nasłałaś na nas psy, i mogę ci obiecać, że nie ujdzie ci to na sucho.
- Nikogo nie nasyłałam.
- Rozglądaj się uważnie.. Pożałujesz wszystkiego.. Nigdy nie wiesz, kiedy dostaniesz kulkę w plecy.
- Grozisz mi?
- Obiecuję... Taka śliczna laleczka nie powinna sie wtrącać, bo ktoś może mieć na nią ochotę.
- Spierdalaj- warknęłam.
Złapał mnie za szyję i przyciągnął do drzewa. Oddychało mi sie coraz gorzej. Juz myślałam, że to koniec, kiedy usłyszałam aksamitny dobrze znany mi głos. Ten, który trzymał mnie za szyję, uciekł, a do mnie podbiegł Michael.
- Rose kto to był?
- Znajomy Isabeli.
- Czego od ciebie chciał?
- Ktoś nasłał na nich policję, i uważają, ze to ja..
- A to nie ty?
- Nie. Nie zrobiłabym jej tego.
- Rose on coś ci mówił. 
- Zdawało ci się.

- Rose mów.. Co on ci powiedział?
- Kazał mi sie trzymać na baczności, bo..
- Bo?
- Nigdy nie wiem, kiedy może mnie trafić kulka w plecy.
- Rose, to jest groźba. Trzeba to zgłosić.
- Nie policja i tak już spieprzyła sprawę. Wróćmy po prostu do domu. Proszę.
Michael Obią mnie ramieniem.
- Masz mi się meldować, co pół godziny. Zrozumiano?
- Tak tatusiu.
- Rose to nie jest śmieszne.
- A czy ja się śmieje?
- Nie traktujesz tego poważnie.
- Bo wiem, że nic nie mogą mi zrobić.
- Rose.. Nie każdy rzuca słowa na wiatr. Musisz być ostrożniejsza- szepnął.
- Wiem.. Wiem.


Każdego dnia było coraz gorzej. Czułam się obserwowana. Bałam się siedzieć w własnym domu.  Owszem Michael przyjeżdżał na noc, bo w dzień musiał pracować, ale i tak się bałam. Od kilku dni zostawałam listy z pogróżkami.. Oczywiście jak to ja.. Michaelowi nic nie wspominałam. Ma teraz pełno spraw na głowie, za niedługo zaczyna nagrywać Black Or White i musi myśleć o swojej karierze.. A nie przejmować się tym, co się dzieje. Chciałam się  czymś dziś zająć, więc wyszłam na spacer, rozglądając się dookoła. Jednak dzisiejszy dzień był inny. Nikt mnie nie obserwował, nie wysłał listu z pogróżkami. Uśmiechnęłam się do siebie. Może po prostu odpuścili. Usłyszałam dzwoniący telefon.. Jak się okazało to był Michael.
- Cześć misiu.
- Miałaś zadzwonić- powiedział oburzony. On i ta jego nadopiekuńczość.
- Ale nic mi nie jest.
- Siedzisz w domu?
- Eee..
- Nie kręć.
- Nie..
- Obiecałaś!
- Nie umiałam wysiedzieć w domu..
- Rose, wracaj do domu. Jest 22 godzina. Zachciało ci się spacerów.
- Nocne powietrze, zawsze pomagało mi w zasypianiu.
- Masz wracać do domu. 
- No, dobrze- westchnęłam- Za ile będziesz?
- Za 10 minut. A ty wypad do domu.
- No dobrze, już tak nie marudź.
- ROSE DO CHOLERY TU CHODZI O TWOJE ŻYCIE!- Warknął.
- Przyjeżdżaj- mruknęłam i się rozłączyłam. Okej byłam nieodpowiedzialna. Wiem, to, ale nie musi mnie pouczać. Schowałam telefon do kieszeni, po czym skierowałam się w stronę domu.
Podeszłam od drzwi i byłam bardzo zdziwiona widząc, ze są otwarte.
- Co?- Chciałam wejść, ale usłyszałam jakieś hałasy. Usiadłam na ławce przed domem. Podkuliłam nogi i przyciągnęłam je pod brodę czekając na Michaela. Po 10 minutach go usłyszałam:
- Mówiłem ci, żebyś wróciła do domu.
- Tam ktoś jest- szepnęłam drżącym głosem.
- Co?
- Gdy wracałam drzwi były otwarte- wyjaśniłam- Wolałam poczekać na ciebie.
- Dobrze zrobiłaś.. Idę sprawdzić, kto tam jest..
- Michael nie.. Nie puszczę cię.
- Spokojnie. Zostań tu.
- Nie..
- Dobrze, chodź, ale trzymaj się mnie.
- Będziesz potrzebował kija, żeby mnie odpędzić.
- Dość miła wizja, ee.. Idziemy- byłam zaskoczona jego zachowaniem.
Weszliśmy do domu, rozglądając się uważnie.

Nawet Michael był przerażony.
Gdy usłyszałam jakieś kroki przytuliłam się do Michaela.
- Ktoś jest w salonie- szepnęłam.- Michael?
- Idź do mojego samochodu, i zaczekaj tam do momentu, kiedy nie wrócę, zrozumiano?
- Nie! Michael nie.. Co jeśli ktoś coś ci zrobi.
- Idź do samochodu.
- Nigdzie się nie wybieram,
- Uparciuchu do samochodu!- Rozkazał.
- Potem się popsprzeczamy, a teraz idziemy- Michael zirytowany przewrócił oczami, po czym razem weszliśmy do salonu. Michael rozglądał się sie dookoła, jednak mnie przeraziła jedna rzecz- Mike?
- Tak.
Drżącą ręką pokazałam na okno.
Było tam napisane dużymi literami:


TO DOPIERO POCZĄTEK!


Niebez­pie­czeństwo jest ciche. Nie usłyszysz gdy nad­le­ci na sza­rych piórach.




I Jak podobała się nowa notka? Szczerze ten rozdział będzie podzielony na trzy części. Tylko tyle powiem. Przepraszam za błędy 
Pozdrawiam. Michael

poniedziałek, 18 maja 2015

Don't Walk Away 8

Hej! Przepraszam, że nie komentuje waszych notek ani nic nie wstawiałem, ale za dużo się u mnie dzieje. Szczerze z Magdą nie jest najlepiej, strasznie przechodzi to co zrobił jej " jej chłopak", moja dziewczyna się uwzieła i zaczeła mi robić sceny zazdrości. Do tego szkoła.. i trzy dni temu zostałem wujkiem. Jej. Żona mojego brata urodzila słodkiego synka i oszalałem na jego punkcie. Jest cudowny... Co do bloga zauważyłem, że coraz więcej osób chce zrobić przerwę i się nie dziwie, Maj to taki najgorszy okres, w szczególności jeśli chodzi o szkołę. Sam robię sobie przerwę. Nie wiem na ile, będę od czasu do czasu coś wrzucać.. ale kiedy dokładnie nie wiem. Dziś pojawi się też notka specialna , a jutro Liberian Girl.. a w środę może The Most Beautiful Girl In The World.. ale nic nie obiecuję, a teraz zapraszam na notkę do ... nie dokończe. Wszystko się zaczyna psuć, ale może kiedyś będzie lepiej. Przepraszam za błędy. Aha i zmieniłem osobę grającą Rose.
Wygląda teraz tak:


Ale większych zmian nie ma. Dobra nie zanudzam i zapraszam do czytania.

Siedziałam razem z Roxy oraz Markiem w kuchni. Maddy nawijała przez telefon z Tajem. Jak wspomniałam o tym Michaelowi, chciał zawołać księdza. Nasze małe skarbki się w sobie zakochały. Maddy nie gada o niczym innym. Teraz niestety jest smutna, bo Taj wraca do domu i w najbliższym czasie się nie zobaczą. Więc czemu ona jest smutna wiedziałam, ale czemu Mark i Roxy nie miałam pojęcia... Roxanne wspominała, coś, że rodzice Marka jej nie polubili. No, co się dziwić, kilka miesięcy temu przedstawiał mnie. To nie był najlepsze rozwiązanie. Jednak.. Może to głupio zabrzmi, ale nie żałuje, że mnie zdradził. Bo w moim życiu pojawił się słodki pan rozrabiaka...
Uśmiechnęłam się do siebie. Pomyśleć, że jeden facet wywrócił mój świat do góry nogami. Jak on to zrobił do cholery jasnej nie wiem. Podniosłam wzrok i patrzyłam to na Roxy to na Marka. Było tak cicho, że było słuchać wiatr wiejący za oknem oraz tykanie zegara. W końcu nie wytrzymałam. Odłożyłam widelec i mruknęłam:
- Do cholery może wytłumaczycie, mi, dlaczego siedzicie tak przybici jakby okazało sie, ze ktoś wam zabił babcię?
- Zamknij się- mruknął Mark.,
- Co proszę?
- Powiedziałem, żebyś się zamknęła.
- Słuchaj mnie nadęta ropucho.. Nie rozkazuj mi, bo zaraz oberwiesz w swoje krocze i będziesz klęczał na podłodze wyjąc z bólu- mruknęłam.
- Grozisz mi?
- Obiecuję.
- Spokój- upomniała nas Roxanne.
- To on zaczął, pierdo..
- Rose proszę.
Ugryzłam sie w język, po czym wyszeptałam:
- To powiecie mi, co się dzieje?
- Rodzice Marka nas nie zaakceptowali..
- To wiem..
- I Mark..
- Co Mark?
- Nie twój zasrany interes- syknął.
- Stul dziób debilu, Rox..
- Mark nie może mieć dzieci..
- Ohh- wybuszyłam oczy. Spojrzałam na Marka i już chciałam powiedzieć słowa współczucia, kiedy wtrącił:
- Ja, chociaż wolę kobiety.
- Co?
- Twój kochany Jackson jest pedałem- odparł, zerwałam się z miejsca i już chciałam do niego podejść, ale Rox złapała mnie za rękę.- Debil z niego do tego jest gejem.
- A ty zaraz zostaniesz wykastrowany!!!
- Rose uspokój się- powiedziała błagalnie Roxy.
- Nie wiem, co w tobie widziałam.
- A co widzisz w nim? To zwykły gej.
- Skąd takie przypuszczenia?- Zapytałam siadając i starając się uspokoić.
- Od rana o tym trąbią w Telewizji- wyjaśniła Roxy.
- I wy w to wierzycie? Te hieny są w stanie zniszczyć własną matkę dla pieniędzy. I Mike nie jest gejem jest jak normalny facet. Lubi kobiety inaczej nie spotykał się by z Brooke.
- W takim razie to pedofil- mruknął Mark, biorąc łyk soku.
- Odszczekaj to!!!
- Nie!
- Ty..
- Rose! Mark!
- Nie pozwolę temu.. Obrażać Michaela.
- Mówię fakty normalny facet nie spędza całego dnia z dziećmi.
- Zaraz ty spędzisz resztę życia w kostnicy, albo w piachu- syknęłam piorunując go wzrokiem.
- Rose proszę przeproś Marka.
- Że co?! Za co? To on zaczął. Naskoczył na mnie i obraża Michaela, ja mu na to nie pozwolę.
- Uspokójcie się proszę- mruknęła siadając. Płakała. Uklękłam przed nią i mruknęłam:
- Już dobrze. Nie będę sie kłócić.
- Nie ma się, o co kłócić. Prawda jest jedna.

- Nie będę tego słuchać. Przepraszam Roxanne- wybiegłam z kuchni wpadając do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, po czym rzuciłam się na łóżko, wybuchając płaczem. Jak on mógł mówić takie kłamstwa? No jak? Co Michael mu takiego zrobił?.

Teraz rozumiałam, o co chodziło Michaelowi. Ludzie uwierzą w wszystko, co mówi się w gazetach lub telewizji. Nie zapytają się danej osoby, lepiej osądzać. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do Michaela. Po trzecim sygnale odebrał:
- Cześć wróbelku.
- Cześć misiu.
- Płakałaś.
- Nie- mruknęłam, chociaż wiedziałam, że i tak mi nie uwierzy.
-, Po co kłamiesz? Dobrze wiesz, że mnie nie nabierzesz.
- Ludzie to perfidne szuje! Mam wszystkiego dość!
- Hej różyczko spokojnie, mów powoli i spokojnie- polecił. Wzięłam jeden wielki wdech, po czym zaczęłam:
- Od rana trąbią w TV, że niby jesteś gejem- słyszałam jak wzdycha.- Nie jesteś nim prawda?
- Oczywiście, że nie.. Jak mogłaś tak pomyśleć?
- Nie pomyślałam, tak tylko zapytałam. Przepraszam, mogłam sie zamknąć.
- Nic się nie stało.. Co porabiasz?
- Leże w łóżku zasmarkana, popłakana i rozczochrana.
- To musi być niezły widok- zachichotał.
- Ja ci dam niezły.. Jakbyś mnie zobaczył, to byłoby po tobie.
- Niby, dlaczego?
- Na zawał byś zszedł- Michael wybuchł śmiechem, po czym słuchałam, ze ktoś go woła.
- Przepraszam, cie, ale..
- Zadzwoń wieczorem plosie..
- zadzwonię. Całuje. Pa Pa.
- Uważaj na siebie.
- Ty też.
- Musze?
- Rose!
- Pa- rozłączyłam się i odłożyłam telefon na łóżku. Usiadłam opierając się o dużą poduszkę. Wtedy dostrzegłam, że jestem uważnie obserwowana, przez Pioruna. Uśmiechnęłam się, do siebie, zeszłam z łóżka, opierając się o nie.
- Piorun, chodź.

Piesek jak na zawołanie do mnie podszedł.
Wzięłam go na ręce, po czym pocałowałam go w główkę.
- Tęsknisz za Michaelem?- Szczeknął.
- To znaczy tak czy nie?.. O jak tak to zaszczekaj dwa razy a jak nie to raz- Piorun zaszczekał dwa razy. A ludzie mówią, że zwierzęta są takie głupie. One są mądrzejsze niż ludzie mogą to sobie wyobrazić.- Kocham cię wiesz.. Ty nigdy mnie nie zostawisz. Nikogo nie oceniasz, chcesz po prostu być kochany- pogłaskałam go po główce, spojrzał na mnie, po czym oblizał mi policzek. Ludzie mogliby pomyśleć, że jestem walnięta. Gadam do psa.. Tyle, że on też ma uczucia. Weszłam na łóżko, i położyłam obok siebie małego. Nawet się nie zorientowałam, kiedy moje powieki stały się ciężkie i opadły.
***
Obudziłam się wieczorem. Popatrzyłam na mojego maleńkiego przyjaciela. Podniósł ten swój łebek i spojrzał na mnie.
- Zaraz wracam.
Postanowiłam pogadać z Roxy. Wiedziałam, ze jest przybita, a te nasze kłótnie jej w niczym nie pomogą, ale co ja poradzę. To wszystko, co Mark mówił zabolało mnie.

Zastałam ją w kuchni. Siedziała, z chusteczkami i płakała. Usiadłam obok niej, podniosła na mnie swój wzrok, ale nic nie powiedziała.
- Gdzie Maddy?
- U siebie w pokoju, jest załamana, że Taj wyjechał- uśmiechnęłam się- To takie słodkie.
- A.. Gdzie- nie chciało przejść mi to imię przez usta- Ma..Mark?
- Pojechał do klubu.
- I ty mu na to pozwoliłaś.

- Wolałam, to niż, ciągle jego narzekania- odparła podchodząc do okna.- Przepraszam, za to, co mówił na Michaela. Wiem, że to kłamstwo. Ale... Rose.. On cię nadal kocha- poczułam sie tak jakby ktoś strzelił mnie po twarzy. Byłam totalnie zaskoczona.
- Nie, nie to nie możliwe- pokręciłam głową.
- Możliwe, on cie kocha.
- Kłamiesz!
- Rose wyznał mi, że zrobi wszystko by do ciebie wrócić.
- Ale ja go nie kocham. Nienawidzę go! To dupa jest nie facet- Roxy zaczęła się śmiać. On kocha ciebie.
- Powiedział mi, że nadal coś do ciebie czuję. I że żałuje- wyszeptała. Co za drań. Jak ja go tylko dorwę.
- Roxy nie płacz.
- Byliście szczęśliwi.. Miał być ślub.. A ja to spieprzyłam.
- I dobrze- popatrzyła na mnie zaskoczona- gdyby nie to nie było by w moim życiu Michaela.
- Rose co do niego czujesz.
- Przyjaźń- mruknęłam.
- Na pewno?
- Oj no nie zaczynaj- mruknęłam podpierając się o rękę. 
- Na pewno go nie kochasz?
- Nie, Roxanne chce żebyście byli szczęśliwi. Nie kocham go. Nie umiałabym mu drugi raz uwierzyć. Nie mu...
- Możesz mówić, co chcesz, ale wiem, ze się zejdziecie.
- Nie zejdziemy, bo teraz.. Bo dla innej osoby bije mi szybciej serce.
- Dla kogo?
- Nie ważne, ale na pewno nie dla Marka...
***
Następnego dnia, byłam w domu tylko z Markiem, który się do mnie nie odzywał. Roxy wraz z Maddy pojechały do babci. Chciałam jechać z nimi, ale byłam umówiona z Michaelem, więc postanowiłam zostać. Zmywałam właśnie naczynia, kiedy do kuchni wkroczył... Mark.
- Cześć.
- Cześć- mruknęłam zaskoczona. Co Pan obrażalski, postanowił zrobić rozejm?- Dlaczego nie pojechałeś, z Roxy do..
- Wolałem zostać.
- Okej.
- Rose musimy pogadać.
- Nie mamy, o czym- powiedziałam. Chciałam go wyminąć, coś wisiało w powietrzu. Czułam to.
- Właśnie, że mamy- złapał mnie za łokieć i odwrócił.
- Mark puść mnie.
- Odpowiedz mi na kilka pytań.
- Jakich?
- Tęsknisz za mną?
- Nie.
- Kochasz mnie?
- Nie.
- Żałujesz, że się rozstaliśmy?
- Nie.
- zacięłaś się czy jak.
- Mówię prawdę.
- Nie wierzę, że mnie już nie kochasz.
- No to uwierz- zaśmiałam się zirytowana. Odwróciłam głowę i popatrzyłam przez w inną stronę. Odwrócił moją twarz w swoją stronę i wpił się w moje usta. Stałam jak wryta. Jedyne, co poczułam to obrzydzenie.
- Puść mnie- warknęłam- Nigdy więcej nie waż sie tego robić!
- Dobra- wysyczał, po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Oparłam się o blat, po czym wypuściłam powietrze z ust. Jak on tak mógł? Najpierw mnie zdradził a teraz pieprzy o miłości. Musiałam się ogarnąć... A Roxy nie mogła się o tym dowiedzieć.

PO POŁUDNIU:
Weszłam do supermarketu, bo musiałam zrobić zakupy. Jak zwykle. Nie wiem, po jaką cholerę. Roxy i Maddy będą u babci przez tydzień, a Mark wyprowadził się do swoich rodziców. " Co za szczeniak". A ja? I tak nie miałam na nic ochoty. Po incydencie z Markiem, czułam się winna. To nie powinno się wydarzyć. Nigdy. Nie jesteśmy już ze sobą. To chore.
Podchodząc do kasy, zauważyłam dwie dziewczyny, rozmawiały o czymś zawzięcie. Podeszłam bliżej, żeby dokładniej wiedzieć, o czym. Normalnie nie zrobiłabym tak, ale nie każda osoba w rozmowie mówi o " Michaelu Jacksonie".
- szkoda, ze Michael to gej.
- Każdy przystojniak jest albo gejem, albo jest żonaty lub jest psychopatą- z tym się akurat zgadzałam. Wzdrygnęłam się na wspomnienie moim poprzednich facetów.
- Ale Mike? On jest za słodki- powiedziała Blondynka.
- Ale woli chłopców... Widoczno tak musi być.
Nie chciałam tego dłużej słuchać, więc podeszłam do kasy i jak najszybciej zapłaciłam. Myślałam nad tym wszystkim. Michael mówił, że nie jest gejem, więc nim nie jest. Nie umiałam sobie go nawet wyobrazić, jako geja.. On z innym facetem.. Bleee.
Wzdrygnęłam się, po czym weszłam do domu, odłożyłam torby na blacie, w kuchni, po czym wyciągnęłam telefon z kieszeni. Michael miał przyjechać wieczorem., Ale może chciałby sie wygadać. 
Niestety włączyła się sekretarka.. Niestety.
- Hej Misiu, wiem, że miałeś być wieczorem- mruknęłam rozpakowując torby- ale przyjedz, teraz. Pogadamy, pośmiejemy się.. Co ty na to?- Usłyszałam pukanie do drzwi- Kończę słodziaku. Całuje.
 Odłożyłam telefon na blat, po czym poszłam otworzyć drzwi. Jak sie okazało, to był, Mike.
- O akurat do ciebie dzwoniłam. Mike?- Spojrzał na mnie. Był strasznie przybity.
- Nie przeszkadzam?
- Nie wchodź- Michael niepewnie przekroczył prób, po czym wyszeptał;
- Mam do ciebie ważną prośbę.
- zaczynam się bać.
- Ta..
- Misiek, co jest.

- Po prostu boli mnie to ludzie o mnie mówią.
- Nie słuchaj tego. Ludzie to idioci, niektórzy... Nawet jakbyś był gejem to, co im do tego? Kiedyś miałam kolegę geja i się z nim bardzo przyjaźniłam- Michael się roześmiał- Ale ja wierzę, że nim nie jesteś.
- wolałabyś mnie, jako niego?
- szczerze.. Jakbyś nim był to trudno.. Chociaż kto wie.. Może byłabym twoim lekarstwem, i powróciłbyś na dziewczyny.- Michael roześmiał, się. Złapałam za jego podbródek, po czym podniosłam jego głowę do góry- Nie smutaj się- dodałam i pocałowałam go w policzek. Nieźle musiałam się namęczyć, bo jestem o wiele od niego wyższa, i musiałam stanąć na palcach.- Proszę uśmiechnij się.
- Wiedziałem, że poprawisz mi humor- obiął mnie w pasie.
- Ja bym miała ci humoru nie poprawić phii- Michael roześmiał się.
- Uwielbiam cię.
- To... Zaraz, co to był za głos- Michael zaczął gwizdać- Ty Jackson, powtórz.. Powiedz coś tym głosem.
- Ale co?
- O matko.. Ale twój głos.. Jak ty to?
- To moja naturalna barwa.
- jest genialna- mruknęłam. Mike się zawstydził- Będziesz teraz musiał do końca życia przy mnie mówić tym głosem.
- Chciałabyś- prysnął.
- Chodź do kuchni- pociągnęłam go za rękę.
- Byłaś na zakupach- odparł. Usiadł na blacie i wziął jedno jabłko- Mogę?
- Jasne... Michael Jackson przychodzi się do mnie najeść.
- Widzisz, powinnaś się cieszyć.
- ha.. Ha..
- Co będziemy robić?
- Pooglądamy filmy, co?- Zaproponowałam. Michael pokiwał głową- Głowa go góry królu...

Kilka Dni Później:

- Dam ci w pysk- mruknęłam wesoło.
- To nie moja wina.
- wcale, przez ciebie musimy wracać w deszczu!
- W deszczu?
- Pada geniuszu.
Spojrzał w nocne niebo z rozbawieniem.
- Pada? Nigdy bym sie nie domyślił- krople deszczu kapały mu po twarzy, spływały po brodzie i szyi. Otarł je jednym szybkim ruchem- To mżawka.
- Mżawka? Mylisz pojęcia- mruknęłam chichocząc. Od dwóch godzin spacerowaliśmy w deszczu. Ale najwidoczniej mu to nie przeszkadzało.- Michael, co jeśli jutro będziesz w gazecie.
- Raczej będziemy- poprawił mnie. Spojrzałam na niego nadąsana, na co zachichotał.
- Nigdzie z tobą nie idę. Nie chce być w gazecie.
- I tak będziesz.
- teraz mi to mówisz?
- Nie domyśliłaś się?
- Przepraszam, bardzo, ale zapomniałam, ze kretyn, który wczoraj zrobił mi cudowną pobudkę ( włożył mnie pod prysznic) jest królem Popu.
- No widzisz, jaki masz zaszczyt. A ty narzekasz.
- Jest cholernie zimno, i nie lubię takich spacerów.
- To jest przygoda.
- Przygoda, ja ci dam przygodę.
- Ale przyznaj, że nigdy nie miałaś przystojniejszego towarzysza.
- Tu mnie masz- zatrzymałam się i popatrzyłam na niego z uśmiechem. Podeszłam do niego bliżej i wytarłam krople deszczu z jego twarzy, po czym rękoma zaniechałam na jego klatkę piersiową. Michael przyglądał mi się uważnie. 

Po chwili jednak powoli, bardzo powoli opuścił głowę. Ujął moją twarz w dłonie i pocałował...

Miłość odkrywa się kochając.



I Jak? Bo według mnie rozdział do banii, nic sie nie klei. Ale jedno wyszło. Teraz to się zacznie jazda pod górkę. No, ale okej dam radę. I już powiem, że nie będą razem od razu. Już nawet wiem, co się wydarzy...