wtorek, 21 kwietnia 2015

10. I Love You , Liberian Girl

Hejka dzisiejsza notka będzie cała z perspektywy Michaela. No dobra nie zanudzam i życze miłego czytania.

( Persepktywa Michaela)

Berlin 23:15
Ciągle myślałem o tym telefonie. Gdy usłyszałem jej głos mogłem polecieć na skrzydłach do nieba. Chociaż niebo i raj oznaczało, miejsce, w którym jest Angie. Kogo ja będę oszukiwał. Oszalałem na jej punkcie. Wiem to jest nie fair w stosunku do Lisy, ale co ja poradzę, że zakochałem się w tej małej złośnicy. Nie uległa mi jak każda dziewczyna. Miała zawsze coś do powiedzenia, i wolała żeby ją zabito niż powiedzieć, że coś jest nie tak. Rozbawiła mnie " tym przerywanym" połączeniem. Nabrałbym się gdyby nie fakt, że robię to codziennie, gdy próbuje się wymigać od jakieś odpowiedzi. Tak strasznie chciałbym teraz ja zobaczyć, chociaż zapewne skończyłoby to się tym, ze przycisnąłbym ja do ściany i zaczął namiętnie całować, no, ale cóż. Kochałem patrzeć jak się uśmiecha, jak się miota, denerwuje, gdy szuka, jakiej interesującej riposty, żeby mi dogadać, i kiedy jej kolana uginają sie na mój widok. To miłe wiedzieć, że tak działam na kobiety. Ale nigdy nie chciałem tego wykorzystywać. W porównaniu do moich braci.
Tak strasznie chciałem, żeby ta złośnica była tylko moja. Boże ile nocy spędziłem rozmyślając jakby to..No to.. Nie ważne z resztą.
Leżałem w łóżku i patrzyłem  się w sufit nie umiałem zasnąć. Ciągle słyszałem jej śmiech, jak wypowiada moje imię, przez co po plecach przeszedł mnie bardzo miły dreszcz. " Jak się nie ogarnę to wsiądę w samolot i jak najszybciej wracam do mojej bajkowej krainy). Nie byłem szczęśliwy z Lisą, nie tylko z powodu, że po niemalże dwóch latach małżeństwa, nie chce ze mną stworzyć prawdziwej rodziny. Do tego, gdy spotkałem Angie po raz pierwszy w wieku 16 lat, pokochałem ją. I chciałem ją poznać, jednak po tygodniu uciekła. Popadłem w niezła depresję, myślałem, że się nie zakocham. Przeszukałem pół świata, i wreście jest. Jeszcze piękniejsza niż kiedykolwiek. Lecz na drodze stoi mi przeszkoda. Lisa. Wiem, że mnie nie kocha i wiem, że do czasu spotyka się z Nickiem, wmawiając mi, że to tylko przyjaźń, lecz dzieckiem już nie jestem. Już dawno wziąłbym z nią rozwód, ale wtedy przed oczami stają mi Ben i Riley. Moje słoneczka. Nie skrzywdzę ich. Nie umiem... Nie chce.
                                                                       **** ( Kilka dni później)
Dziś dzień moich urodzin. 35 Lat. Boże jak te lata lecą. Ubrałem czerwoną flamelową koszulę w kratkę, zostawiając odpięte dwa guziki, nigdy nie przepadałem za zapinaniem pod samą szyję, no chyba, że musiałem, czarne dżinsy, co było normą w moim stroju, no i białe skarpetki i mokasyny. Do dziś pamiętam jak Jermaine narzekał i krzyczał do mamy:
" Mamo ten kretyn Michael znowu ubrał białe skarpetki"
A ja wiedziałem swoje. Wiedziałem, że znów będą modne. Mina, Jerma, gdy znów były popularne... Bezcenna.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do salonu, gdzie siedziała Karen. Widząc mnie zerwała się z miejsca, i pod mnie podbiegła. Rzuciła mi się na szyję i pocałowała w policzek. Byłem zaskoczony. ( Szkoda, że Angie mnie tak nie wita...Ach...)
- Karen..
- Wszystkiego Najlepszego kochany.- Pocałowała mnie w policzek, po czym wyjęła za pleców, pudełko opakowane czerwonym papierem.
- Jejku nie musiałaś.
- Owszem musiałam, otwórz misiu- poleciła. Zawstydziłem się słysząc jak się do mnie zwraca. Czułem jej wzrok. Wiedziałem, że nigdy nie odzajemnie jej uczuć. Przez to, jaka była peszyła mnie, I to cholernie. Może, dlatego wolę Angie. Nie zachowuje się jakbym był jakimś bogiem, tylko normalnym facetem. I nie boi się mi stawić czoła. Do tego ma Cety język, i jest cholernie pyskata. Za to ją kocham, lecz ostatnio poznałem też jej inną stronę, która wzruszyła moje serce. Karen złapała mój podbródek. Podniosłem głowę i niepewnym wzrokiem się jej przyglądałem. Czułem jakbym zaraz miał zemdleć. " Tylko mnie nie całuj... Nie całuj!". Dotknęła mój policzek, i po czym palcami sunęła w kierunku ust. Przełknąłem ślinę i uważnie przyglądałem się jej ruchom. Zaczęła się zbliżać, nie wiem, czemu, ale przymknąłem oczy. Tęsknota za Angie nie wiem, co zrobiła, ale potrzebowałem bliskości, a Karen się nie obrazi.
" Stój idioto, co, z Angie?! Ogarnij się.. Huhu jestem tu"- odezwał się głos rozsądku. Stykaliśmy sie nosami, gdy nagle.
- Michael- usłyszałem głos Wayna i odskoczyłem od Karen jak oparzony wysyłając jej uśmiech. Speszony uśmiech. Krzywy... Kwaśny.. Tak kwaśny uśmiech.
" Boże, co ja chciałem zrobić. Wayne Dziękuje ci. Dam ci podwyżkę"
- Widzę, że wstałeś, i co wyspałeś się królu?
- Ta.. Tak.
- Najlepszego..
- Dzięki- powiedziałem zawstydzony zerkając na Karen.
- Przeszkodziłem w czymś?
- Nie- powiedziałem, i spuściłem głowę.
- Usiądź wygodnie musze3 coś ci pokazać- mruknął wesoło. Grzecznie go posłuchałem a on podszedł do telewizora.- Nie tylko my mamy ci coś do powiedzenia- mruknął a na ekranie pojawiło się zdjęcie, które zrobiliśmy, kiedy przyjęliśmy Angie. Uśmiechnąłem się na ten widok. Wszyscy się zmienili, a Angie w szczególności, włosy sięgające go ramion sięgały teraz do łopatek. Uśmiechnąłem się i wtedy zobaczyłem napis.
- " Najlepszego nasz Piotrusiu"
- Neverland bez ciebie nie istnieje, i pewne osoby ci o tym przypomną.
Na ekranie pojawiła się Tiffany, ubrana w sukienkę w kwiaty siedząca jak zwykle w kuchni. Jej królestwie.

Tiffany:  Drogi Michaelu, znamy się już kope lat. A ty nadal nie wyrosłeś z rozrabiania. Tylko czekam na moment, kiedy Mac znów zawita w Neverlandzie wtedy się zemszczę, za te wiele razy, kiedy lądowałam w basenie. Ale mniejsza, dziś jest cudowny dzień. Są twoje urodziny. Życzę ci samego szczęścia, miłości.... Bardzo dużo miłości, żeby te hieny zdechły, marzę o tym. A no i udanych koncertów. Tęsknimy za tobą kochany."

Elizabeth : Kochanie ty moje małe. Nawet nie wiesz, jak mi smutno, że nie mogę być tam teraz z tobą. Bardzo mnie to boli, ale cieszy mnie myśl, że już za niedługo. Miłości, bo zasługujesz na nią jak nikt inny, szczęścia, żebyś wiecznie chodził uśmiechnięty i zauraczał nas swym uśmiechem, zdrowia, i żeby Lisa była dla ciebie lepsza, bo jest nerwowa. Co w niej widzisz nie wiem?.. Lepsza jest Angie, ale ja tego nie powiedziałam- słysząc to głośno zachichotałem, ta Liz, ona mnie dobija. Elizabeth westchnęła i dodała- Masz się uśmiechać i nie przejmować, tymi gnidami już w moim interesie, no i Janet a no i pani rozróbka Angie Castello, która.. Sam wiesz, jaka jest by powybijać te hieny, ale my nic nie planujemy.- Usłyszałem głos, Angie i jak mówi, żeby nic nie mówiła, a po chwili zachichotała i rzuciła " Ja się poddaje"-Tęsknimy. Całuje.

Riley i Ben:  Cześć tatusiu. W tym cudownym dniu życzymy ci dużoooooooo szczęścia, miłości, dużo słodyczy, które lubisz, udanych koncertów, farta w gry w monopoli, em, co by jeszcze aaa Żebyście się z Angie pogodzili, ale tak w tajemnicy to jej odbija bez ciebie, więc spokojnie już nasza w tym głowa, żeby wybaczyła.

Ben:, Ale Angie tańczyła do Black Or White i krzyczała, jaki ty jesteś zaje...-Riley zamknęła mu usta i spojrzała przepraszająco do kamery.
- Co tam się wyrabia- mruknął Wayne, a ja z uśmiechem się. 

- Masakra- mruknąłem i się skrzywiłem widząc jak Riley robi groźną minę a Ben kuli się ze strachu.

 Riley:  Wracając na poprzedni tor. Brakuje nam ciebie tatusiu. Mama nie umie czytać tak bajek na dobranoc, nie bawi się z nami. Siedzi i nawet się do nas nie odezwie. Brakuje nam ciebie..- Po jej policzku spłynęła łza- Kochamy cię.
Ben: - Jesteś najlepszym tatom na świecie!

W oczach zebrały mi się łzy. " I ja bym miał je skrzywdzić?" Spuściłem głowę i przygryzłem wargę. Dlaczego Lisa do mnie nie dzwoni, dlaczego chce mnie od nich odciągnąć?
Rozmyślałem tak, gdy nagle usłyszałem głos, Rose.
- Złóż mu życzenia- poleciła
Popatrzyłem na ekran i zobaczyłem Angie siedzącą w bibliotece, z książką Mały książę, jedną z moich ulubionych i machającą do kamery, po czym się uśmiechnęła.

Angie:  Hej wiem, że teraz jesteś w Niemczech, z daleka od nas. Nawet nie wiesz jak tęsknimy. Ba umieramy z tęsknoty- zaśmiałam się się-, Ale chodzi, o co innego. Dziś są twoje rodzinki. Najlepszego kochany. Czego twoje małe serduszko sobie zażyczy, szczęścia, miłości i gromadki, ale takiej dużej wiesz, o co chodzi, dzieci? 13 Dasz radę sam tak mówiłeś... No, co by tu jeszcze powiedzieć. Nudno tu bez ciebie. Wracaj do nas, ale uśmiechnięty i wypoczęty. Całuje. - Wysłała  całusa i zaśmiała się do kamery.

Zaśmiałem się i przygryzłem wargę. A więc tęskni. Wiedziałem. A to intrygantka, niech ja ją tylko spotkam.. Zaraz tańczyła do Black Or White'a? Tego nie było.. Boże zaczynam żałować, że w ogólne wyjechałem. Potem do kamery mówiła jeszcze Rose, lecz ja byłem jeszcze w świecie Angie, dopiero ocknąłem się słysząc jej głos.

Angie:
- Cięcie- krzyknęłam chichocząc, po czym odwróciłam kamerę w swoją stronę: Wayne pilnuj go i dopilnuj żeby był uśmiechnięty. Bo inaczej ucierpi. Pa Wayne, Pa Piotrusiu. Tęsknię.

- Michael?- Popatrzyłem na niego wciąż się uśmiechając- Podobało ci się? Pokiwałem głową i przygryzłem wargę. Szkoda, że Lisa nie złożyła życzeń. Za to Mac, który był na końcu gadał z 5 minut, jak strasznie tęskni. Ja też tęskniłem, ten mały potwór był dla mnie jak brat a zarazem jak syn.
- To było cudowne... Boże jak ja ich kocham.
- Oni ciebie też.. 
- Chciałbym ich przytulić -" P.S  Dla Angie ze sto całusów:) „- pomyślałem, i się głośno roześmiałem.
- za niedługo- mruknął tajemniczo.
- Ty coś knujesz czuje to..
- Nie, nic nie knuje a teraz przepraszam, ale czekam na ważny telefon- mruknął i wyszedł. Chciałem go pośpiegować, ale usłyszałem głos Karen.
- A więc to ona... To jest, Angie.
- Tak to ona.
- Piękna jest.. Niezwykła. Ma chłopaka?
- Nie.
- Jest u was nianią.
- Nianią i guwernantką.  Dzieci ją kochają.
- A ty? - To pytanie mnie zaskoczyło. Czyżby zauważyła, że cały czas się uśmiecham, gdy o niej mówię.
- Bardzo ja lubię. Jest miła i zabawna- " I pyskata, i złośliwa, i pięknaaaaaaaa"
- Cudownie- powiedziała, a ja w jej głośnie usłyszałem zazdrość. No trudno.
****
Dzieci zawsze sprawiały, ze szeroko się uśmiecham. Kochałem, i nie przestanę je kochać. Są szczere i niewinne. Gdy zacząłem dorastać nie przeszkadzało to im. Dla nich wciąż byłem tym samym Michaelem. Nic się nie zmieniłem, pomimo iż nie byłem już tym słodkim dzieckiem, co kiedyś. Popatrzyłem na te maleńkie aniołki, gdy nagle odezwał się jeden chłopiec:
- Michael jak to jest stać na scenie?
- Nie boisz się?- Wtrąciła mała blondyneczka, tuląc do siebie misia. Uśmiechnąłem się szeroko i pokręciłem głową.
- Kocham występować. Scena to mój dom. A ty jak się zwiesz?
- Angie- wykrzyknęła dumnie, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech w rozmiarze XXL.- To cudowne imię.
- Wiem. Bardzo mi się podoba.
- Angie są najlepsze!- Mruknął nieśmiało Tom. Angie się uśmiechnęła i wyszeptała:

- Słaby podryw- słysząc to wybuchnąłem śmiechem. " To, aby na pewno nie jest siostra mojej Angie?"
Zaklaskałem i tak jak pozostali zaśmiałem się. Angie odgarnęła włosy do tyłu i uśmiechnęła się dumnie.
- Michael a dlaczego lubisz moje imię?
- Bo moja przyjaciółka tak się nazywa.
-Jest ładna?
" Oj tak. I kusząca też"
- Przepiękna- wyszeptałem-, Ale dogadać umie.
- Może ją znam
- Też sie nad tym zastanawiam- zachichotałem- Anioł z Różkami z niej- dodałem.
- Napisałeś dla niej piosenkę?
" Nie jedną....."
- Tak.
- Zaśpiewaj- poprosiły. 
- Nie, nie- pokręciłem zawstydzony głową.
- To zaśpiewajmy razem!
- I to jest pomysł- przyznałem z uśmiechem.
****
- Michael mam złe wieści- odparł Wayne. Podniosłem głowę i popatrzyłem na niego zdziwiony.- Max stoi w korku i przyjedzie, za góra godzinę.
- Ale, po co Max odjechał?
- Emm, bo musiał zatankować- mruknął a ja uniosłem wysoko brew patrząc na niego wzrokiem " Czyżby?"
- O-k-e-j...
- dzieci cieszycie się.
- A co z niespo...- Ktoś zakrył, Angie usta- Tak!
- Co chciałaś powiedzieć.
- Co za niespodzianka prawda- zwrócił się do małej, która pokiwała główką.
On coś knuł.. To widać.
                                                                       ****
Patrzyłem podejrzanie na Wayna, który stał oparty o ścianę i co chwila sprawdzał telefon. W końcu ktoś do niego zadzwonił a on wyglądał na szczęśliwego. Przeprosiłem na chwile dzieci i szłem za nim trzymając się w ukryciu.
- Wszystko gotowe? Ta.. Następnym razem ty.. Wiesz, że jest trudno...On jest za sprytny.. Połączy fakty... Oh Angie jakby to usłyszał to by sie obraził- mruknął chichocząc. Gada z moją Angie? A to menda.. Tylko ja.. Zaraz czy ja właśnie obrażam się na własnego ochroniarza za to, ze gada z moja Angie? 
" Nie twoją pajacu"
- " Ktoś cie pytał"
- " Jesteś taki głupi czy tylko udajesz"- mruknął zirytowany głos w mojej głowie - " Mam cię dość"
" Nikt cię nie zapraszał do mojej głowy"
" Jestem w niej od dawna, ale jesteś za głupi"
" Odezwał się sie, z resztą zamknij się"
" Bo co?"
" Pierdol się"- mruknąłem w myślach a głos zamilkł. Kłócę się z własnymi myślami. Boże, co ze mnie wyrosło.
- Angie dlaczego mu nie powiesz... Rozumiem cię.. Też chce dla niego dobrze... Zrobisz jak uważasz, a chcesz go do telefonu?
" Powiedz Tak, tak!"
- No dobra, trudno- uśmiech od razu spełzł mi z twarzy- A wszystko gotowe? Okej wzywam Maxa.
Wyłączył się i schował telefon do kieszeni, a ja niechęcąc być przyłapany na gorącym uczynku, pędem pobiegłem do sali, niestety skończyło się to wylądowaniem na podłodze.
- Michael?- Podbiegła do mnie mała Angie- Wszystko w porządku?
_ Tak..
- Jackson nie czyść podłogi- zażartował- dobre wieści Max już przyjechał.
- Ooo to jedziemy?
- Zazwyczaj chcesz siedzieć z dziećmi-, Bo chce, ale wy cos knujecie a ja dowiem się, co... Ha..Ha.. Bosz....
- Bo chce..
- Dobra jedziemy.

Pożegnałem sie z dzieciakami, po czym wyszliśmy i wsiadłem do samochodu, patrząc przez okno. Zastanawiałem się, dlaczego Angie nie chce ze mną rozmawiać. Oparłem policzek o szybę i patrzyłem przez nie.
- Co tak nagle zamilkłeś.
- Hę?
- Michael dobrze się czujesz?
- Tak, ale dziś jest koncert i boje sie,... Cholera, za półgodziny zaczyna sie koncert.
- Zmiana planów. Masz odwołany koncert.
- I teraz się o tym dowiaduje?- Zapytałem wściekle.
- Sorrki, - wzruszył ramionami- A też dopiero, co się dowiedziałem- uśmiechnął się i mruknął: - Już się nie obrażaj.
- Nie obrażam.
- A ja jestem Matka Teresa.
- Szczęść Boże..- Powiedziałem zirytowany. Oni coś knuli za moimi plecami, a ja, co mam siedzieć bez czynnie. To było nie fair. Do tego stanęliśmy w gigantycznym korku.
- Cholera- zaklnełem opadając na siedzenie.
Wayne wyciągnął telefon i do kogoś napisał Sms’a, a ja zapytałem z chytrym uśmiechem.
- Do kogo tak piszesz? Do ukochanej- Wayne zaśmiał się i pokiwał głową.
" Zaraz Angie i on nie są razem. Nie mogą... Nieeeeeeeee"
Mój świat sie zawalił, myślałem, ze oszaleję. Ale by się zgadzało. Przed wyjazdem ciągle gadała z nim, uśmiechali się do siebie, do tego ciągle do siebie dzwonią i zaraz.
" Angie, dlaczego mu nie powiesz... Rozumiem cię.. Też chce dla niego dobrze... Zrobisz jak uważasz,"
Czego mi nie powie? Czego? Chce dla mnie dobrze.. Boże może dotarło do niej, ze ją kocham a nie chce mnie zranić, dlatego tak sie odsunęła? Ta niewiedza doprowadza mnie do szaleństwa. 
Po półgodziny korek się ruszył, wtedy Wayne znowu napisał jakąś wiadomość, a jak widział, że zerkam odsunął sie ode mnie.
" Ta świntusz sobie z nią.. Co tam"- oparłem się o rękę i popatrzyłem przez okno. Nie zmierzaliśmy do hotelu. Więc gdzie.
" Może chcą cie wrzucić do rzeki, bo maja cie dość?"
" Mówiłem, żebyś się odpierdolił. Nikt cię o zdanie nie pyta"
" Jestem tobą kretynie"- przewróciłem oczami.
" Irytującym mną"
" Ty jesteś taki na codzień... Udajesz takiego głupiego czy rzeczywiście taki jesteś?"
" Wypraszam sobie. Nie odzywaj sie do mnie!"
" Jak chcesz! Obrażalski"
" Świnia"
" Pan szlag trafił dobre maniery przez swoja dumę"- mruknął i zamilkł.
Świetnie pokłóciłem się z własną podświadomościom. Nie należy mi się nagroda jak nic.
-- Michael?- Spojrzałem na Wayna- Teraz mnie posłuchaj- "  A co robię do cholery?"- Musze zawiązać ci oczy.
" Więc jednak... Ale nie pożegnałem się z mamusią"
-, Po co?
- Dowiesz się i nie będziesz żałował- uśmiechnął się podejrzanie. Wysiadłem z samochodu, po czym Wayne zawiązał mi oczy.
- Po jaką cholerę zawiązałeś mi oczy?- Zapytałem oburzony.
_ żebyś się głupio pytał.
- Aha..
- A teraz mnie słuchaj..Skręć w swoje prawo.. Dokładnie... Teraz w lewo- idę na śmierć. Cudownie, do czego to doszło. Nie lepiej, żeby dowalił mi w łeb i wrzucił w worku do rzeki.
- teraz prosto, o właśnie.. Jeszcze kawałek.. Możesz zdjąć opaskę- Dzięki ci pani litościwy, zszarpałem opaskę, i popatrzyłem na niego zaskoczony.

- No i?- Popatrz tam- pokazał palcem w prawo odwróciłem się i stanąłem z delikatnym uśmiechem. No tego to ja się nie spodziewałem.


I jak podobał wam się kolejny rozdzialik? Bo mi jakbym miał go oceniać od 1-10 dałbym marne 1! No dobra góra 3, góra. Mógł być dłuższy, ale wtedy kolejny by nie grał z resztą. Oczywiście kolejna Liberian Girl pojawi się w sobotę, natomiast w czwartek będzie notka specjalna, która… z reszta co ja będę zdradzał. Przepraszam za błędy i za ilość zdjęć.

Pozdrawiam~ Michael 

sobota, 18 kwietnia 2015

9. I Love, Liberian Girl

Powiem szczerze ta notke napisałem już czwartek, no równo o północy skończyłęm i miałem ją gotową i korciło mnie by wrzucić ją na bloga, ale wtedy bym musiał pisac kolejną a teraz się za to biorę. Z resztą nie ważne. Co do zachowania Lisy, to powiem tak z jedej strony to nie było miłe. Jak może niektórzy wiedzą, w wywiadzie z Diane Sawayer,. było pytanie typu :
D:" Czy chcesz adoptować dzieci"
M:" Oh z całego serca pragnę adoptować dzieci. Myślę, że to jest co co zawsze chciałem zrobić. Gdyby tak dzieci wszystkich ras. Dzieci arabskie.Żydowskie dzieci. Ciemnoskóre dzieci, wszystkich ras".
D: Ale zamierzasz adoptować dzieci Lisy?
M: "Słucham?"
D: Czy chciałbyś je adoptować?
M: " Oh kocham jej dzieci, są rozkoszne."
D: " Ale czy adoptujesz? Nie?"
M: " Oczywiście"
L: " Ale jeśli posiadaja biologicznego ojca...i on jest... jest ich...
M" Myślę, će one mnie bardzo kochają. A Ja kocham je."
L:" Kochają"
M: " Dobrze się bawimy".
L:" Ale nigdy przedtem nie słyszałam, osobiście... by ktoś adoptował czyjeś dzieci, które są w bliskich kontaktach z własnym ojcem"

Nie wiem co Michael poczuł, ale napewno go to zabolało. Widać, było że się kochaja, ale Lisa doskonale wiedziała, że Michael pragnie mieć własne. Do tego bardzo zaskoczyło mnie, ze powiedziałą, że nie jest gotowa a po rozwodzie z Michaelem, ma aż dwójkę nowych. Z Michaelem Lookwodem. Powiem tak nie będę jechał po Lisie, miała prawo mu odmówić, to ich prywatne życie, ale ja podziwiam i szanuje Debbie za to co zrobiła dla Michaela. Spełniła jego największe marzenie. Tego nie robi się dla byle jakiej osoby, i coś czuje, że Debbie kochała się w Michaelu i nie chodziło jej tylko żeby dać mu dzieci, ale po prostu straciła dla niego głowę. Wręcz mogę powiedzieć ile dziewcząt w tamtych i nadal dzisiejszych czasach dla niego nie straciło? No dobra chodzi mi o to, że w Liberian Girl chciałem przytoczyć właśnie ten moment, to pomoże w pewnym stopniu Michaelowi i Angie. Koniec gadania i idę do pisania.
Zapraszam do czytania:

Wstęp do 9:
Z Michaelem utrzymywałam jedynie kontakty służbowe. Czasem porozmawialiśmy, ale nie było tego, co było przedtem i mogę się przyznać, że cholernie mi go brakuje. Ale jest plus Michael przestał się kłócić z Lisą, za to mała Riley zaczyna mścić się na Lisie, że nie pozwala mówić do Michaela tato, a przecież każdy widzi jak Ben i Riley go kochają. Nie trzeba być geniuszem, żeby się tego domyśleć. Idę teraz do siebie. Mi też dała spokój.. Na jak długo? Czas pokaże, zapewne do czasu, kiedy będę trzymać się jak najdalej Michaela. No trudno.

9 Rozdział:
Nie mam z nim, jakiego kolwiek kontaktu. Jeszcze do niedawna, chociaż go widywałam,  Był obecnie w Niemczech na trasie. I Neverland był bez niego taki.. Taki pusty. Nie miał swojego Piotrusia. Od Wayna słyszałam, że z nim źle, czy aby on też tak źle przechodził, to nasze " rozstanie" tak wiem, źle dobrane słowo. Ja też nie radziłam sobie z smutkiem, przez ty, ze nie miałam go blisko. Nie spałam, nie jadałam. Nie chciałam, Tiff wystraszyła się moim stanem jednak ja musiałam ją trochę uspokoić. Nie mogła się mną zamartwiać. Miała Rose.
Siedziałam zamknięta w bibliotece, czytając książkę pt " Mały książę" od Antoine de Saint-Exupery. Miałam dziś chwile spokoju, gdyż Lisa zabrała małą do fryzjera, i pojechała tam razem z swoja przyjaciółką i córką od niej, więc Riley po dłuższej chwili się zgodziła. Ben natomiast siedział bawiąc sie z swoja nową nianią " Betty" Miła dziewczyna. Dobrze się jej patrzy z oczy, ale wracając, co dzieje się teraz. Śledziłam wzrokiem każde słowo, i każdy werset, wciągając się w niezwykłą historię, Małego księcia. Już wiedziałam, dlaczego Michael kocha ta książkę. No właśnie Michael. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Czułam tu jego obecność. Jakby tu był, siedział obok i się uśmiechał, pokazując mi jedną linijkę, uśmiechając się przy tym niczym prawdziwy anioł. Wciągnęłam powietrze i przymknęłam powieki, było czuć jego perfumy. " Musiał tu być".
Czuła niezwykle zmysłowy oraz słodki zapach. Uśmiech sam wpełzł mi na twarz. Och ile bym dała, żeby się teraz do niego przytulić. A może pójdę na górę i...
" ANI MI SIĘ WAŻ!"- Krzyknął głos rozsądku" Wreście się nie kłóci z swoja ukochaną. Chcesz to znowu popsuć?"
To sprawiło, że chęć pójścia do Michaela zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Z reszta dopiero po chwili dotarło do mnie, że zastałabym pusty pokój a co to da? Tylko zwiększy moja rozpacz. Potrząsnęłam głową i wróciłam do czytania. Przeniosłam wzrok na drobnym drukiem zapisane strony, a kiedy doszłam do końca, zauważyłam, że róg następnej jest zagnieciony. Czyżby Michael też czytał tą książkę i nie zdążył dokończyć?  Musiał to zrobić przed wczoraj. Po wczoraj popołudniu wyjechał. Nagle usłyszałam jego chichot i odwróciłam głowę, lecz nikogo nie było. Byłam tylko ja głośno oddychająca, oraz pusta biblioteka wypełniona sprawdzimy dziełami literatury.
" Okej to było dziwne"- pomyślałam.
" Nie myśl o nim to przejdzie"- mruknął podświadomość. Wróciłam do czytania i po raz kolejny usłyszałam ten pieprzony przeklęty chichot i cichy głosik.
" Oh Angie, Angie skoro tak tęsknisz, dlaczego nie pójdziesz na górę?"
- Angie spokojnie to tylko podświadomość Plata ci figle- uspokajałam się na głos.
- Hej- usłyszałam za sobą.
Krzyknęłam przerażona, lecz kiedy zobaczyłam uśmiechniętą ( no teraz zdziwioną twarz Rose) oodetchnełam z ulgą.
- Wszystko w porządku?
- Jak najlepszym.. A po co tu przyszłaś? No w sensie..
- Przepraszam, że przeszkadzam ci w czytaniu.. Nie rozumiem, co jest w tym fajnego... Mniejsza. Michael za 5 dni urodziny i z wszystkimi postanowiliśmy oprócz prezentów nagrać film, na którym składamy mu życzenia. W końcu jest tak daleko. Sam- odparła uśmiechnięta. Boże za 5 dni będą jego urodziny. Jak mogłam zapomnieć?
- Kto o tym wiedział.
- Ty, ja, moja mama, Wayne, Bill, Riley, Ben, Betty, Kate, Elizabeth, Mac'- wymieniła siadajac obok.
- A Lisa?
- Ona nie będzie, jest złośliwa, małpa jedna, dziś rano, gdy przez przypadek na nią wpadłam to krzyknęła " Uważaj jak chodzisz dziewucho" Boże, jaka ona jest zazdrosna. Michael musiał ja dawno przelecieć, bo jest do niezniesienia.
- O boże- zakryłam usta ręką. Przecież, od kiedy tu byłam ani razu nie słyszałam nic.
" Może nie chcieli cię obudzić"
- Co?
- Nic?.. Okej a co mam powiedzieć?- Zapytałam.
- Złóż mu życzenia.- Mruknęła i włączyła kamerę- Już.

Pomachałam do kamery i szeroko się uśmiechnęłam.
- Hej wiem, że teraz jesteś w Niemczech, z daleka od nas. Nawet nie wiesz jak tęsknimy. Ba umieramy z tęsknoty- zaśmiałam się się- Ale chodzi, o co innego. Dziś są twoje rodzinki. Najlepszego kochany. Czego twoje małe serduszko sobie zażyczy, szczęścia, miłości i gromadki, ale takiej dużej wiesz, o co chodzi, dzieci. 13 Dasz radę sam tak mówiłeś... No, co by tu jeszcze powiedzieć. Nudno tu bez ciebie. Wracaj do nas, ale uśmiechnięty i wypoczęty. Całuje. - Wysłałam mu całusa i zaśmiałam się do kamery.

- O to chodziło. Ciekawe, co robi. Neverland jest bez niego taki pusty.
- Nie ma swojego Piotrusia- mruknęłam podpierając sie o rękę.
- Brakuje mi go- usiadła obok mnie.- On mnie rozumiał.
- Wiem, o co ci chodzi.
- Dlaczego sie tak odcięłaś?
- Co wcale się nie odcięłam- mruknęłam.
- Angie nie jestem idiotką widziałam jak się unikacie. No raczej ty go, więc, w czym rzecz?
- Gdy byłam blisko niego myślałam, ze mogę wszystko. Cudownie sie dogadywaliśmy, ale przez to kłócił się z Lisą. Nie chciałam, żeby przeze mnie sie kłócili, więc odsunęłam się w cień.
- Ta małpa tylko potrafi manipulować innymi.

- Chyba tak.. Dobra dawaj teraz ty sie nagrywasz- mruknęłam kradnąc jej kamerę.
- Hej tu ja Rose. Emm Angie ukradła mi kamerę i czuje się onieśmielona, Angie, co mam powiedzieć?
- Cokolwiek- zaśmiałam się.- Michael widzisz onieśmielasz ja nieładnie- dodałam.
- Cicho... Najlepszego Michael. Udanego koncertu, szczęścia, miłości, udanego dnia. Jakieś miłej niespodzianki, i wszystkiego, co sobie zażyczysz. Pa- pomachała do kamery i tak jak ja przedtem wysłała buziaka.
- Cięcie- krzyknęłam chichocząc, po czym odwróciłam kamerę w swoją stronę: Wayne pilnuj go i dopilnuj żeby był uśmiechnięty. Bo inaczej ucierpi. Pa Wayne, Pa Piotrusiu. Tęsknie
- daj- wyrwała mi kamerę- wyszłam jak idiotka. Dobra lecę do innych.- Mruknęła i wybiegła z biblioteki, po której rozniósł sie mój szczery śmiech.
Ciekawe, co robi? Ciekawe czy myśli o mnie? Nie na pewno nie..
****
Siedzieliśmy przy kolacji. Ja koło Riley i Rose, natomiast Lisa, na przeciw mnie, wraz z Tiff oraz Benem. Ona siedziała na przeciw mnie, przez co nawet nie chciałam podnosić głowy. Kto wie, może tylko czekała byśmy zostały same a wtedy ukręci mi łeb.
- Angie źle się czujesz, co tak nagle zamilkłaś?- Zapytała Tiff.
- Eee nie mam nic do mówienia.

- Powiedziałam coś nie tak?
- Nie oczywiście, że nie- uśmiechnęłam się i spojrzałam na Lisę,- Tylko nie jestem głodna, i przejdę się dobrze?- Wzięłam swój talerz i odsunęłam krzesło od stołu, po czym wstałam i skierowałam się w stronę kuchni. Odłożyłam talerz i oparłam się o blat. Nie wiem ile wytrzymam z Lisą pod jednym dachem. Może gdybyśmy zaczęły inaczej naszą znajomość, ale nie ja to mam pecha. Niby się nie odzywała, lecz wiedziałam, że mnie nienawidzi. Wyszłam na zewnątrz i skierowałam się w stronę jeziora. Po czym usiadłam na brzegu i głośno westchnęłam.
- Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje Piotrusiu- mruknęłam przyciągając do siebie nogi.- Neverland bez ciebie nie istnieje. Teraz to wiem na sto procent. Proszę wracaj jak najszybciej.- Po moim policzku popłynęła łza- Nie chciałam kończyć znajomości, ale nie chciałam żebyś kłócił sie z Lisą. Chciałam dla ciebie dobrze. Bo co mogłam innego zrobić. Nie mogłam cię skrzywdzić. Moje uczucia do ciebie mi na to nie pozwalają. Kocham cię Mike- dodałam spuszczając głowę. Mówiłam to po cichu, ale zapewne jakby ktoś mnie usłyszał pomyślałby sobie, że jestem idiotką.
Dlaczego jest takie uczucie jak tęsknota? Niby, po co ona ma być? Sprawia ludziom tylko ogromny ból. To jest taki bolesny czas. W szczególności, jeśli tęsknisz za facetem, który jest tysiące mil od domu, do tego ma żonę i dzieci a ty jesteś tylko pracownikiem. Lub przyjaciółką? Nie mogę się dużej oszukiwać, od miesiąca moje zerkanie na Michaela zamieniło się na wgapianie. Wręcz pożeranie wzrokiem. Był zabawny, lecz także stanowczy. Przyciągał a z drugiej strony irytował. Rozczulał i denerwował. Budził we mnie tyle sprzecznych uczuć. Tak nie powinno być.  Nie powinno. Przynajmniej nie miał budzić uczuć we mnie. Usłyszałam dzwonek telefonu, ostrożnie wyciągnęłam go z kieszeni i zerknęłam na wyświetlacz. Dzwoniła Annie.
- Angie żyjesz?
- Niestety..
- Angie, co się stało?
- Oprócz tego, że wciąż stoję w tym samym miejscu. I nic tak naprawdę nie osiągnęłam. A faceci, na których zawsze trafiałam okazywali się idiotami., Jeden wyczyścił moje konto w banku, drugiemu chodziło tylko o seks, a trzeci był ze mną, dlatego, że założył się z kumplami.- Odparłam patrząc w dal- Moje istnienie nigdy nie miało większego znaczenia.
- Angie ty bredzisz.
- Bredzeniem nazywasz popatrzenie praw dzidzie prosto w oczy?
- Angie mam do ciebie przyjechać?
- Nie, odezwę się, kiedy indziej- mruknęłam i skończyłam połączenie. Nie miałam ochoty z nikim gadać.

Odłożyłam telefon i wsłuchiwałam się w wiatr. Przez to, że nie było go obok. Dostawałam do głowy. Ciągle go widziałam. Słyszałam jego śmiech.  Po chwili otworzyłam usta i zaczęłam nucić, dobrze znany mi tekst. Kiedyś napisany, lecz nigdy niedokończony……..:
Czy możesz mnie poczuć,
Kiedy o Tobie myślę?
Z każdym oddechem, który biorę,
Każdą minutę
Nie ma znaczenia co robię
Mój świat jest pustym miejscem

Tak jakbym przechadzała się pustynią od tysiąca dni
Nie wiem czy to fatamorgana,ale zawsze widzę Twoją twarz, kochanie

Bardzo za Tobą tęsknię - nic nie poradzę, jestem zakochana
Dzień bez Ciebie jest jak rok bez deszczu
Potrzebuję Ciebie przy moim boku, nie wiem jak przeżyję
Dzień bez Ciebie jest jak rok bez deszczu


Gwiazdy płoną
Słyszę Twój głos w moich myślach
Nie słyszysz jak Cię wołam
Moje serce jest stęsknione
Tak jak wysychający ocean za wilgocią
Złap mnie, upadam

Tak jakby ziemia zapadała mi się pod stopami, (Nie ocalisz mnie?)
Zacznie się monsun kiedy wrócisz do mnie,
oh, kochanie

Bardzo za Tobą tęsknię - nic nie poradzę, jestem zakochana
Dzień bez Ciebie jest jak rok bez deszczu
Potrzebuję Cię przy moim boku, nie wiem jak przeżyję
Dzień bez Ciebie jest jak rok bez deszczu


Więc niech ta susza się już skończy
I może ta pustynia znowu zakwitnie
Cieszę się, że mnie znalazłeś, trzymasz się mnie
Kochanie kochanie kochanie
Jest to świat cudów z Tobą w moim życiu
Więc szybko kochanie nie trać więcej czasu
Potrzebuję Cię tutaj, nie potrafię tego wyjaśnić
Ale dzień bez Ciebie
Jest jak rok bez deszczu

Bardzo za Tobą tęsknię - nic nie poradzę, jestem zakochana
Dzień bez Ciebie jest jak rok bez deszczu
Potrzebuję Cię przy moim boku, nie wiem jak przeżyję
Dzień bez Ciebie jest jak rok bez deszczu

Teraz zdałam sobie sprawę, że piosenkę, którą niegdyś śpiewałam Michaelowi, z myślą, że tęsknie o tacie wcale nie była o nim. Była o Michaelu i o tęsknocie, jaką miałam, gdy go zostawiłam. Może gdybym wtedy inaczej postąpiła było by teraz prościej. Może mogłabym widzieć te oczy każdego ranka, kiedy bym się obudziła, i uśmiech, na którego widok każdej kobiecie miękną nogi.
Lecz teraz tak nie może być. Nie mogę snuć planów, które nigdy nie będą miały miejsca. Nigdy nie będzie tylko mój…, chociaż moje serce już jest jego.
                                                                                    ****
Kolejny dzień tortur. Każdego dnia jest coraz gorzej. Każdej nocy, umiem przepłakać tonę łez. Bez niego nic nie miało sensu. Czułam się nie tylko fizycznie gorzej, lecz psychicznie. Moja wyobraźnia plotła mi figle, i za każdym razem, kiedy byłam gdzieś gdzie było on, widziałam go. Jakby stał tu żywy, pomimo iż jest daleko od swojej krainy. Daleko ode mnie. Wstałam i podeszłam do lustra, wyglądałam jak upiór, sine usta, blada skóra, oraz cienie pod oczami. Najgorsze były jednak oczy, które straciły blask.
„ Roześmiane oczy”- powtarzał tato, w dzieciństwie.
Teraz tego nie miały. Bo jak można być szczęśliwym, bez drugiej osoby, która zajmuje całe twoje myśli?
Czułam się jakby niewidzialne dłonie zaciskały się na mojej szyi, przez co nie mogłam oddychać. Byłam jak w płapce. Złapałam się w sidła i nikt nie zdąży mi z pomocą. Czy miłość nie powinna być pięknym uczuciem? Tak wszyscy mówią.. Więc dlaczego musimy cierpieć? Wolałam umrzeć, niż siedzieć tu samotnie. Wszystko straciło sens. Wszystko.
Zerknęłam na zegar, który wskazywał 2 w nocy.
Głośno westchnęłam.
Moje jedyną nadzieją, na ocalenie z nudów była Riley. Mała dziewczynka, która nawet największego marudę umiała zmienić na radosną osobę. Lisa postanowiła odebrać mi jedyną możliwość rozerwania się. Wyjechała do swojej matki, zabierając Riley oraz Bena ze sobą. Z reszta, kto by chciał mieszkać ze mną pod jednym dachem? Przygryzłam wargę i ściągnęłam z wieszaka czarny jedwabny szlafrok, po czym się nim otuliłam. Zostawił go. Przymknęłam na chwilę oczy by poczuć zmysłowość oraz słodkość męskiej wody. Przez moment nawet mogłabym przypuszczać, że to Michael otula mnie swoimi ramionami. Otworzyłam oczy i zamarłam w bezruchu. Stał za mną z tym swoim delikatnym uśmiechem patrząc na mnie z błyskiem w oczu.


„ Angie to tylko wyobrażnia" On jest daleko. Nie ma go tu”- przypomniałam sobie nerwowo w myślach. Jednak wyglądał jak żywy. Jego długie loczki, opadające teraz idealnie na ramiona jakby dopiero, co zostały ułożone przez fryzjera, oczy świecące prawdziwym blaskiem, pomimo ciemnego odcieniu. Już wiedziałam, co je rozjaśniało. To te iskierki, wyglądało to jak gwiazdy rozjaśniające nocne niebo. Nieziemski uśmiech błąkający się na tych idealnie wyrysowanych ustach. Wyglądał fantastycznie, lecz zimny dreszcz przeszył moje ciało.
Michael widząc moja obawę przygryzł dolną wargę i podniósł rękę, po czym położył ją na moim ramieniu. 
_ Odejdź- poleciłam ledwo powstrzymując się od łez. On jednak nie zniknął, a ziemia nie rozstąpiła się i go nie wzięła do środka. To było nie możliwe.
" Wszystko jest możliwe"- zabrzmiał mi w głowie cichy szept. Podniosłam rękę, która cała drżała ze strachu i przyłożyłam do ramienia. Jednak pod palcami nic... Była nicość. Szczerze się rozczarowałam.
" czegoś się spodziewała?"


****
Pomrugałam powiekami a Michael stojący za mną znikł. Byłam sama w łazience otulona jego szlafrokiem. Musiałam się ogarnąć. Nie mogłam w kółko o nim Myślec, bo trafię do szpitala psychiatrycznego, na oddział zamknięty. Muszę się go pozbyć z moich myśli.
***
Podeszłam do poręczy, i drżącą jeszcze ręką ją złapałam, po czy powoli postawiłam nogę na jednym schodzie, potem zaś drugą. Odmawiały mi posłuszeństwa i bałam się, że zaraz tu się wywrócę. Tak wiec stawiając małe kroczki, drżącymi nogami schodziłam po schodach w dół, natomiast dłonią zjeżdżając po poręczy. Neverland stał się moim horrorem. Ludzie naprawdę, nie wiem czy to tęsknota sprawiała, że mam omamy, czy gorączka, lub jeszcze, co innego. Ale dało się usłyszeć echo śmiechów małych dzieci bawiących sie wraz z ich Piotrusiem. W końcu doszłam do salonu, który obudził we mnie przerażenie. Meble rzucające przeróżne cienie, jeden większy drugi mniejszy, wiatr za oknem, oraz deszcz bijący o szybę. Rozejrzałam się dokoła czy aby na pewno jestem tu sama. Na myśl, że coś tu jest zrobiła mi się gęsia skórka, a włosy stanęły dęba. Rozglądając się uważnie weszłam do kuchni, która wcale nie była lepsza, teraz od pozostałych pomieszczeń. Pierwszy raz chciałam być jak najdalej tej cudownej ( teraz pełnej mroku) krainy. Bez Piotrusia nie jest wesołym miejscem,
Tylko  pełnym tajemnic i mroku...
Otworzyłam szafkę i szukałam leków, na sen niestety szturchnęłam jedna z szklanek, która spadła a uderzając o ziemię rozbiła się na drobne kawałeczki. Nie umiałam zrobić z tym nic. Patrzyłam na to jakby w zwolnionym tempie.

Oświeciło sie światło a do kuchni wkroczyła przestraszona Tiff. Lecz widząc mnie trochę się uspokoiła.
- Angie wszystko w porządku?
- Ja nie chciałam- wydukałam opierając się o blat.
- Nic się nie stało, dobrze sie czujesz.. Wyglądasz jakbyś.. Jakbyś..Umierała.
- Umieram o tutaj- ręką wskazałam na serce.
- Boże siadaj- mruknęła- Zaraz to posprzątam- usiadłam na krześle wtedy ona do mnie podeszła i dotknęła mojego czoła- Dziewczyno ty masz gorączkę. Parzysz.
- On tu był..
- Kto?
- Michael- do oczu napłynęły mi łzy.
- Angie wydawało ci się, po co tu przyszłaś?
- Żeby się czegoś napić..
- Proszę- nalała trochę wody do szklanki i mi ją podała. Wypiłam ja za jednym razem- Lepiej?
- tak już lepiej.
- Masz- podała mi jakąś tabletkę- powinnaś po niej zasnąć i gorączka powinna się zmniejszyć- powiedziała z troską.,
- Dziękuje- wstałam i powoli skierowałam sie stronę mojego pokoju.
 ***
4 dzień bez Michaela...

Ubrałam czarny podkoszulek, ciemne dżinsy, oraz białe trampki na niskiej koturnie. Moje długie włosy rozpuściłam luźno i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Wyglądałam całkiem nieźle, pomimo iż codziennie śnią mi się koszmary. Znów wracał strach bez Dannym najgorszej jednak było, że Michaela nie ma przy mnie.

Nie miałam, co robić, bo Lisa nadal nie wracała, więc postanowiłam pomóc Tiff, oraz Molly w ich obowiązkach i przy okazji zapoznać trochę Betty  z Neverlandem.
                        *****
Kiedy otworzyłam szafę Michaela ( gdyż miałam tam dać jego wyparne ubrania) zobaczyłam jego czerwoną koszulę, na co Mimowolnie się uśmiechnęłam. To była jego ukochana koszulka. To w niej mnie powitał. Odłożyłam ubrania, i wyciągnęłam czerwoną koszulę, po czym przyłożyłam do nosa, i wciągnęłam cudowny zapach perfum Black Orchid' Toma Forda. Z wrażenia zakręciło mi sie w głowie, przez co musiałam potrzymać się szafki. Odsunęłam koszulę i usiadłam na skraju małżeńskiego łoża.
Lisa miała farta mając takiego męża. Był niezwykły. Nie wiem, co mnie skusiło, ale rzuciłam się na łóżko, i wyciągnęłam telefon, po czym wybrałam numer do Michaela. " Raz się żyje"
Jeden sygnał, drugi, trzeci..
- Janet dasz mi do cholery wsiąść ten pieprzony prysznic.
Zaśmiałam się sie cicho i wyszeptałam:
- Janet owszem, lecz ja nie..
W słuchawce słyszałam jego cichy oddech, kiedy wreście szepnął:
- Angie?
- Taaa.
- Ty żyjesz.
- a co myślałeś, że zdechłam? Spokojnie jeszcze się nie przekręciłam- zaśmiałam się.- Umieram z nudów.
- A nie z tęsknoty za mną.
- Czy ty przypadkiem nie miałeś wziąć prysznica?
- Poczeka odpowiadaj..
- a więc.. Uważam.. Mike?...Jesteś tam...Coś strasznie przerywa...Nie słyszę cię.
- Angie znam ten numer z kartka gniecionego papieru robię go codziennie rozmawiając z moją rodzicielką.
- Spróbować mogłam.
Michael zaśmiał się i wyszeptał:
- Mogłaś. Co u Ben'a i Riley?
- Nie dzwonią do ciebie?- Zapytałam zaskoczona.
- Od dwóch dni nie, ostatnio nieźle się pokłóciłem z Lisą.
- Oh..
- A co u ciebie kwiatuszku?
- NUDYYYY zaraz kwiatuszku?
- Nom.
- Nie pozwalasz sobie za dużo?
- Ja nie, tęsknie za tobą.
- Rose za tobą też.
- Angie ja sie pytam czy ty tęsknisz?
- Macie ładną pogodę- zmieniłam ten temat.
- Angie..
- Nie macie wiatrów?- Michael głośno się roześmiał i mruknął:
- Mamy, bo przerywają rozmowy. Odpowiadaj.
- No może trochę...
- Brakuje mi ciebie. Czyli wszystko wraca do normy?
- Ale co?- Usiadłam po turecku.
- Nadal się przyjaźnimy?>
- Michael będzie lepiej, jeśli nie.. Nie wiem, po co dzwoniłam. Zapomnij.
- Dlaczego mi to robisz?
- Dla twojego dobra. Żebyś był szczęśliwy- krzyknęłam i się rozłączyłam. Ja już sie sama nie rozumiałam. Pragnęłam go, a odtrącałam go.
Położyłam sie na łóżku i zaczęłam myśleć.
Skoro miał wsiąść prysznic to znaczy, że był w samym ręczniku. O boże.
" Nawet, jeśli to, co?"
" Nawet o tym nie myśl"- upomniałam się, lecz było za późno. Policzki zaczęły mnie szczypać, przez to, ze się zawstydziłam.
Nawet nie myśl, jakby to było wplątać rękę w jego delikatne loczki, jak jego zwinne palce przesuwają po twojej nagiej skórze, kiedy jego usta, pieszczą twoja szyję, kiedy wypowiada twoje imię.. Kiedy jego oddech staje się szybszy.
- Boże!- Zerwałam sie na równe nogi- Koniec! Nigdy więcej tak nie myśl.
Ale gdyby był tutaj mogłabyś wplątać palce w jego miękkie loczki przyciągając go do siebie za nie. I wpić sie w te ciepłe wargi. Jęknęłam z rozpaczy. Nie mogłam tak myśleć. Nie mogłam.
                                                                            ***
Znów słyszałam kroki. W progu stanął Danny chytrze się uśmiechając. Ja czułam się jakbym umierała każdym razem, kiedy tu przychodził.
- Nie rób tego.
- Ciśś nic nie mów.
- Proszę. Danny- poprosiłam wciskając się w ścianę.
- Powinnaś się nauczyć, że twoje " proszę" nic mi nie robią- uśmiechnął się szatańsko- No chodź..
- Nie..Nie... NIE!


Obudziłam sie z krzykiem i rozejrzałam się po pokoju. Drżącą ręką dotknęłam spoconego czoła, wciąż ciężko oddychając. Wszystko mnie bolało. Nie chciałam już dłużej tego widzieć, tego pamiętać. Nie ma przy mnie Michaela, który mi nie pomoże.  Wstałam, po czym usiadłam na podłodze opierając się o łóżko, sięgnęłam do mojej torebki i wyciągnęłam leki na sen. Wysypałam na dłoń kilka tabletek. Podniosłam rękę, po czym przyłożyłam do ust i......



Ciąg dalszy nastąpi...

Hej co u was słychać? Bo u mnie niezbyt wesoło. Wszystko się pieprzy, chociaż jest światełko w tunelu. Pogodziłem się z ważną dla mnie osobą. Potrzbuje trochę czasu, ale chociaż jej co nieco wyjaśniłem. Notka dzisiejsza jest trochę dziwna, no ale cóż.
Przepraszam za błędy jest ich dziś bardzo dużo, za co przepraszam,do tego przepraszam też za  ilość zdjęć i tego typu rzeczy. Dzięki Madziu za pomoc w napisaniu tej notki. a teraz kiedy chcielibyście kolejną notkę? W wtorek, czy w sobotę?

Pozdrawiam~ Michael




czwartek, 16 kwietnia 2015

8. I Love You, Liberian Girl

Hejka wiem, że miałem dodać nową z The Most Beautiful Girl In The World , ale popadłem w niezłe bagno łącząc Michaela z Rose. Do teraz zadaje sobie pytanie " Po co to kretynie zrobiłeś" Ktoś by musiał mi przylkać, żeby nie popełniac tego błędu w kółko. Więc postanowiłem wrzucić Liberian Girl, który pisałem pod wpłyewm tego co obecnie czuje. To nie zmienia faktu, ze w sobotę i tak pojawi się nowa, no chyba , że niechcecie, ostatnio zauważyłem, że coraz miejs ocsób komentuje. A każdy komenatrz do siła do napisania kolejnej notki. Więc jeśli chcecie nową z Liberian Girl też w sobotę to dajcie mi znać.

Piosenka do notki:
                                   ---------------------------------------------------------------------
Słyszałam kłótnię pomiędzy Michaelem i Lisą i to wszystko było z mojego powodu. Musiałam to skończyć tą wielką przyjaźń. Musiałam zapomnieć, że on jedyny mnie lubi taką, jaka jestem. Wiem, ze obiecuje sobie to po raz tysięczny, ale skończę z tą przyjaźnią. Przeze mnie będą się kłócić, albo, co gorsza wezmą rozwód. Odpędziłam od siebie te myśli, i spojrzałam na zdjęcie, stojące na mojej szafce nocnej. Byłam tam razem z moim tatą. Już wiedziałam gdzie chcę iść. Przed tym jednak postanowiłam się przebrać, gdyż wciąż byłam w brudnych ubraniach. Ubrałam czarną koszulę, a do tego czarne dżinsy, a na nogi czarne trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone, i postanowiłam nie robić makijażu. Bo, po co i tak się popłaczę.
Wypuściłam powietrze i wyszłam z pokoju. Szłam na spotkanie z diabłem. Nie zdziwiłabym się jakby Lisa teraz zrzuciła mnie ze schodów. Gdy stałam już przy drzwiach, podniosłam rękę by zapukać, gdy nagle drzwi się otworzyły a za nich wyszedł Michael.

- Angie?

- Ja chciałam powiedzieć.
- Słyszałaś, o czym rozmawialiśmy- Zapytał ze spokojem. " Trudno nie było."
- Nie, chciałam powiedzieć, że musze pojechać w jedno miejsce.
- Jedź i nie wracaj- mruknęła Lisa.- Co jesteś szczęśliwa, że psujesz naszą rodzinę? Tego chciałaś.
- To nie, Angie ją psuje.
- Nie broń jej. Kiedy jej nie było cudownie.
- Tak wiem. Żałuje- odparłam. Michael popatrzył na mnie zaskoczony.- To się już nie powtórzy.
- Co masz na myśli?- Zapytał niepewnie Michael.
- Te kłótnie są przeze mnie. Przepraszam Pana i Panią.,
- Angiee- wyszeptał Michael, patrząc na mnie ze smutkiem. 
- No wreście zmądrzałaś. Nie zwolnię cię, bo Riley i Ben się zżyli, ale masz się odpieprzyć od Michaela- rozkazała.
- Ty sobie jaja robisz. Nie będziesz za mną decydować- powiedział wkurzony- Angie nie słuchaj jej.
- Ale ona ma racje. Wszystko knocę. Taka jestem- zaśmiałam się przez łzy- Tak będzie lepiej- odwróciłam się i zbiegłam po schodach a on za mną.
- Angie nie rób sobie żartów- złapał mnie za ramie i odwrócił w swoja stronę- Nie rób..
- Nie robie sobie żartów.
- Dlaczego jesteś taka obojętna.
- Bo twoje życie przeze mnie to piekło.
- Cudowne piekło.
- Dzięki- Michael zaśmiał się i mruknął: - Nie rób mi tego.
- Przepraszam, zostaw mnie w spokoju. Jestem tylko pracownikiem.- Powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
- Nie dla mnie! Angie nie wypuszczę cię. Nie, jeśli, będziesz tak mówić.
- Michael, jesteś mężem Lisy. To były cudowne dni, ale musimy o nich zapomnieć.
- Nie zapomnę- odparł, spuszczając głowę- Wszyscy mi to robią. Ja się przywiązuje, a ludzie, co? Najpierw wielka przyjaźń a potem mają mnie w dupie.
- Nie rozumiesz idioto, że robię to dla twojego dobra.
- To jest dla jej dobra- syknął- Nie dla mojego.
- Musze iść- wyszłam na zewnątrz i zbiegłam po marmurowych schodkach.
- Przemyśl swoja decyzję- krzyknął za mną.
Pobiegłam przed siebie wybuchając płaczem. Nie chciałam być tylko pracownikiem. Chciałam być przyjaciółką, ale nigdy nam nie było to pisane. Ani jak miałam 16 lat ani teraz. I nic tego nie zmieni. Wybiegłam za bramy Neverlandu i wybuchłam płaczem. Robiłam to dla nas. A w szczególności dla niego. Czemu nie umiał tego zrozumieć? 
                                                                    ***
Byłam na cmentarzy. Szłam wzdłuż alejek, szukając tak bliskiej osoby memu sercu. Cały czas zastanawiam się, dlaczego ludzie umierają. Jaki jest w tym wszystkim sens? Po co człowiek ma sie rodzić skoro i tak stąd odejdzie. I tak właściwie, dokąd? Czy naprawdę jest takie coś jak niebo? A może to tylko głupie gadanie?  Rozglądałam się do dokoła, patrząc po imionach i nazwiskach.
Annie Watson 26 lat.
Matt Winslet 5 lat.
Mark Evans. 89lat.
Betty Richardson. 65 lat
Zycie nie było fair. Czasem czułam się jak pionek w jakieś głupiej grze. Nigdy nie wiesz, na jakie pole dziś trafisz. Dlaczego dzieci w Afryce umierały z głodu? Dlaczego na świecie są wojny, przez, które umierają miliony? Dlaczego dziecko zabija inne by przeżyć?

W końcu doszłam do celu. Uśmiechnęłam się widząc, że są  znicze, oraz świeże kwiaty. " Mama tu była"- pomyślałam z uśmiechem.  Położyłam bukiet, na grobie, po czym uklęknęłam, wyciągnęłam zapałki i zapaliłam znicz. Wstałam i po cichu zaczęłam mówić.
- Dlaczego cię nie ma przy mnie. Ty zawsze umiałeś mi doradzić. Co mam zrobić? Zerwać kontakt z jedyną osobą, która mnie akceptuje czy może zerwać kontakt i udawać, że nic dla mnie nie znaczy- oparłam, spuszczając głowę- Przepraszam, przychodzę tutaj i zawracam ci głowę. Zaśmiałam się sie przez łzy.
Pomodliłam się, po czym przeżegnałam się i usiadłam na ławce, przy grobie, rozglądając sie do dokoła. Od śmierci taty doszło sporo grobów. Z daleka dostrzegłam grób obsypany kwiatami. Nie wyobrażałam sobie, by znów przechodzić, śmierć bliskiej osoby. Wiem jak to jest i współczuje tej rodzinie z całego serca. Spuściłam głowę i wsłuchiwałam się w powiew wiatru poruszającego liście na wietrze. Przykmnełam oczy i starałam się uspokoić, kiedy nagle usłyszałam jakiś szmer i poczułam rusz, za swoimi plecami. Gwałtownie otworzyłam oczy, i spojrzałam na załamaną twarz Michaela. Podszedł do grobu i położył bukiet, po czym uklęknął przed nim, wyciągnął zapalniczkę i zapalił znicz. Po czym, postawił go koło mojego. Nie wiedziałam skąd go tu przywiało.
" Geniuszu śledził cię"
- " Fajnie nie ufa mi" 
- " A ty byś sobie zaufała, widząc siebie w takim stanie, jakim opuściłaś Nibylandie?"- Zapytał wewnętrzny głos.
- Nie- wyszeptałam i wypuściłam powietrze. Michael Przeżegnał się, po czym mruknął niepewnie:
- Mogę?
Pokiwałam głową, wtedy usiadł obok mnie.
- Tęsknisz za nim, co?
- Jak cholera, on jedyny mnie rozumiał? Wspierał. I po prostu był.
- Nadal jest- wziął moja rękę i przyłożył do mojego serca- o tutaj- dokończył.- Jest przy tobie cały czas.

- Jakby był to by mnie wspierał- odparłam i schowałam twarz w dłoniach wybuchając płaczem- Tak strasznie za nim tęsknie.
- On ciebie też kocha słyszysz- ujął moje dłonie, po czym spojrzał mi w oczy- Jest i nie przestanie. Czuje to.
- Mówisz tak jakbyś był aniołe... No fakt jesteś nim.
- Tylko, gdy śpię.

Słysząc to zaśmiałam się. Wiedział jak poprawić mi humor. Pokręciłam rozbawiona głową, po czym odwróciłam wzrok.


- Angie, dlaczego chcesz zerwać naszą więź oboje jej potrzebujemy- wyszeptał.
- Ty potrzebujesz żony, nie jakieś głupiej nastolatki.
- Nie jesteś głupia nastolatką. Jesteś moja przyjaciółką. Bez ciebie jestem jak zgubiony mędrzec, bez swej gwiazdy, która dzięki swojemu blasku umiała go poprowadzić- słysząc to poczułam jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Nie kłam.
- Nie kłamie, uparciuchu jeden. Wredota z ciebie, cyniczna wredota.
- Nie jestem cyniczna. Jestem realistką. Rozróżniaj.
- Ojej... A ja myślałem, że jesteś pesymistką.
- A ja myślałam, ze jesteś optymistą- mruknęłam bawiąc się rękawem koszuli.
- Bo jestem, wszędzie widzę tęcze. O tam na przykład, przeleciał różowy jednorożec i strasznie sie wkurzył, bo jesteś smutna i mi pogroził, że ucierpisz, jeśli nie uśmiechniesz się w tej chwili.
- tak a co  zrobi.
- Pogilgocze cię- odparł łobuzersko się uśmiechając, a mnie aż przeszedł przyjemny dreszcz na ten widok. Boże gdyby nie fakt, że jesteśmy na cmentarzu, i że nie miał by żony przewróciłabym go na ziemię i...
- Bardzo się boje- wyszeptałam w głowie się karcąc za takie myślenie, chociaż ten uśmiech coś mówi.- Co to za uśmiech?
- łobuzerski.
- Doprawdy nie, bo...
- bo?
- Nie ważne. Zapomnij..
- Ale, o czym? Wiesz teraz żałuje, że wróciliśmy- spojrzałam na niego zaskoczona. Ta ja też. Tyle, że boje sie, że bym cię przeleciała w jaskini jak neandertalanczyk. Chociaż te wstrętne komary dałyby o sobie znać, chociaż ważne, ze byłby on. " Angie przestań tak myśleć"
_ " Przepraszam no"- zapewne jakbym powiedziała to na głos, przy okazji wzruszyłabym ramionami i bym zachichotała.
- Ciesz się, że wróciliśmy.
- Czemu?
- Bo wreście jesteś w ciepłym łóżeczku.
- Angie chodzi o coś innego. Uwierz, ze przez ten czas, kiedy mieszkasz w Neverlandzie umiałem się nauczyć, żeby rozpoznać, kiedy kłamiesz a kiedy gadasz prawdę.
- Co jeszcze?
- Że nie umiesz wysłuchać człowieka.
- Nie umiem dogadać się z ludźmi... bla, bla, bal coś jeszcze?- Michael popatrzył na mnie z uśmiechem, po czym energicznie pokręcił głową.
- Powinieneś wracać- wtrąciłam po chwili. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Wyganiasz mnie?
- Lisa na ciebie czeka.
- Niech czeka. Mam jej dość- odparł i spuścił głowę.
- To twoja żona.
- Zabawne a dzieci ze mną nie chce.
- Ale Ben I Riley.
- Angie one nie są moje, a Lis nie daje mi ich zaadoptować. Nawet nie mogą powiedzieć do mnie, "Tato". Ja tak strasznie chciałbym mieć juz dzieci- westchnął- wiesz, że od początku naszego małżeństwa brała te pieprzone tabletki. Wszystko by nie zajść w ciążę.
- Może miała podwód.
- Jaki?
- Nie wiem? Nie jestem nią.- Wzruszyłam ramionami- Z resztą to nie moja sprawa.
- Nie odcinaj się ode mnie w szczególności teraz- poprosił a mi się serce krajało.
- Michael, nie chce byście się kłócili- odparłam.- Nie przeze mnie.
- To nie przez ciebie.
- Tak? Nie przeze mnie, zabawne.. Bo, od kiedy się pojawiłam ciągle się kłócicie.
- Prędzej też się kłóciliśmy- szepnął- Angie.
- Muszę iść. Nie siedź za długo- mruknęłam.- Pa tato- wyszeptałam patrząc na grób, po czym poszłam przed siebie.
- Angie!
                                                                             *****
Siedzieliśmy wszyscy przy kolacji, jednak nikt nie ważył się odezwać. Michael zerkał, co chwila na mnie jednak ja to ignorowałam. W pewnym momencie Ben nie wytrzymał.
- Mamusiu, o co kłóciłaś się z tatusiem?
Lisa spojrzała na Michaela, natomiast ten spuścił głowę a po chwili zerknął na mnie.
- To nie tatuś tylko wujek- poprawiła go. Zacisnęłam mocniej widelec w ręku i ugryzłam się w język, żeby nie wybuchnąć płaczem. Jak ona śmiała go tak traktować? On miał rację.. Chociaż nie lepiej go traktuje. Dobra nie wygłaszam moralnych wypowiedzi, jeśli robię jeszcze gorzej.
- Ale dla nas jest tatusiem- mruknęła Riley.
- Ale cholera jasna nim nie jest!- Wykrzyknęła wstając- Macie innego ojca
 Mała nie wytrzymała i wybiegła. Spojrzałam na Lisę i wybiegłam za nią.
- Riley.
- Nie Angie mama mnie nie kocha- odparła smutno siadając na marmurowych schodach.
- Co ty wygadujesz? Kocha, tylko się zdenerwowała.
- A tatę też kocha?
- Też go kocha- odparłam uśmiechając się. Wiesz czasem trzeba się pokłócić by było coraz lepiej.
- Ale oni ciągle się kłócą- usiadłam obok niej i zaczęłam:
- Wiesz, gdy byłam mała miałam taki sam problem. Strasznie się bałam, że moja mama odejdzie od taty. A okazało się, że nie mam, czym sie martwić. Te sprzeczki nic nie znaczyły i bardzo się kochali- mała uśmiechnęła się i położyła głowę na moim ramieniu.
- Nie chce by się rozstawali.
Spuściłam głowę i wyszeptałam.

- Nie rozstaną.
- Skąd wiesz?- Spojrzała na mnie pytająco.
- Bo wiem. - Strzeliłam ja w nos, a ta zachichotała- Chodź dokończysz kolację.
- Nie chce..
- Plosiem dla mnie- szepnęłam robią psie oczka.
- Okej chodź- złapała mnie za rękę. Gdy byłyśmy w jadalni usiadłyśmy przy stole teraz jednak Riley wzięła swój talerz i usiadła koło mnie.
- Wiesz nie lubię tego.
- Nie mów tak Tiff się obrazi- odparłam.
- Okej- szepnęła.
- Czemu mówimy szeptem?
- Bo tak jest fajniej- zaczęła się śmiać.
- Aa aa jak fajniej?
- Bardzo, bardzo fajniej. I Tiff nie usłyszy.
- czego Tiff nie usłyszy- Tiffani pojawiła się w jadalni z uśmiechem.
- Mówiłam nie wie, o czym gadamy.
- To dobrze, dokończymy później-, Riley pokiwała głową wtedy odezwał się Ben.
- ja też chce wiedzieć.
- To babskie sprawy- odparła, Riley pokazując mu język- Nie wtrącaj się.
- Ale ja chce wiedzieć..
- a co ty baba?- Zapytała Riley- Chociaż to kobieta można mu powiedzieć.
- Riley nie bądź złośliwa dla Bena.
- No dobrze, przepraszam. Ale nie wtrącaj się, ja i Angie mamy swoje tajemnice- puściła mi oczko, na co zrobiłam to samo. Ta mała dziewczynka wiedziała jak poprawić mi humor. W każdym momencie.- Tylko nasze- zaśmiała się chytrze,
- Wiedźma.
- Nie tylko jedna, ja też nią jestem- poruszałam zabawnie brwiami a Ben zrobił przerażoną minę, natomiast ja i Riley wybuchnełyśmy śmiechem, ona oparła głowę o moje ramie a ja o jej głowę.- Jesteśmy wredne.
- Ale kochasz mnie.
- Twój urok osobisty nie pozwoliłby mi cię nie kochać- Ben zrobił zadowoloną minę, natomiast Riley mruknęła:
- Nie szczerz sie tak, bo masz coś pomiędzy zębami o tutaj.
- Riley- upomniałam ją z uśmiechem- Palcem się nie pokazuje.
- Tato to prawda?- Widziałam jak w Lisie sie zagotowało, jednak miałam to gdzieś. Michael uśmiechnął się i pokiwał głową.
- A tatusiu prawda, że dzieci musze iść się kąpać?
- Dokładnie.
- Nieee Angieee.
- No już- pogoniłam ją. Dzieciaki zrobiły niezadowoloną minę, lecz poszły w kierunku schodów, jednak przed wejściem na nie Riley na mnie spojrzała:
- Przyjdziesz do mnie?
- Przyjdę idź...
                                                                         ***
_ I tak sie kończy ta bajka- zamknęłam książkę.
- Czemu zawsze to Happy End.
- Żebyście mogli dobrze się wyspać, dobranoc.
- dobranoc- powiedziała i przykryła sie kołdrą. Odłożyłam książkę na jej miejsce i wyszłam z jej pokoju, po czym udałam sie do Bena i zobaczyłam czy śpi. Spał, słodko przytulając się do misia.
- Tu jesteś- usłyszałam za sobą głos Michaela.
- Już idę.
- Angie możemy pogadać.
- Nie mamy, o czym.
- Nie mów tak- błagał- Nie rób mi tego jednak rozmowa.
Niechętnie pokiwałam głową i wyszłam z nim na taras.
- Jakie piękne niebo
- Przejdź do konkretów- mruknęłam siadając na huśtawce ogrodowej.
- To bycie na szef- pracownik to nie jest dobry pomysł.
- Jest Michael nie zmienię zdania- zerwałam sie, lecz mnie przytrzymał.
- tego chcesz bym traktował cię jak pracownika?
- Nie wiem, czego chce.. Zostaw mnie w spokoju.
- Angie nie..
- Michael proszę.
- Angie!

Nie odpowiedziałam mu nic po prostu wyszłam z tarasu i weszłam do swojego pokoju, po czym padałam zmęczona na łóżko.




Przepraszam za dramatyczną albo smutną notkę, ale taka wyszła nie może być ciągle sielanka. Musi sie trochę podziać, ale spokojnie. Przepraszam za "się" powtarzajace się w kółko i " sie" za wszystkie inne błędy i tego typu rzeczy. A i za ilość zdjęć. Teraz kolejna sprawa nie obrazicie się, jeśli bohaterkę Riley będzie grała- Joey King a Bena- Freddie Highmore, tyle że mały? Nie będziecie źli, po prostu będzie mi prościej.  Dobra biorę się do pisania kolejnej :) , kolejna w sobotę pozdrawiam~Mike
# InnocentMichaelJackson